środa, 27 maja 2026

Daleko od domu

Tytuł: Daleko od domu
Tytuł oryginału: 
Autor: Danielle Steel
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Luna

"Marianna wiedziała, że jej ojciec był człowiekiem rozumnym, inteligentnym, obdarzonym zdrowym rozsądkiem i mocnym poczuciem sprawiedliwości. Jego oburzenie wobec nienawiści Hitlera do Żydów i jego okrutnej determinacji, by ich eksterminować, oraz innych, zawsze brutalnie realizowanych poglądów było w pełni uzasadnione. Wiedziała teraz, że miał rację: działania Führera sprawiły, że Niemcy upadły na kolana w tej wojnie."


Arielle von Auspeck jest w połowie Francuzką, a w połowie Niemką. Wraz z mężem, emerytowanym pułkownikiem niemieckiej armii, wiedzie wystawne i luksusowe życie. W 1944 roku przybywa do Hotelu Ritz w Paryżu. Mąż ma dołączyć do niej wkrótce. Niedługo później dowiaduje się, że już nigdy więcej nie zobaczy ukochanego. Mężczyzna zostaje zastrzelony po udziale w Operacji Walkiria – nieudanym zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu. Dla własnego bezpieczeństwa Arielle musi ukryć swoją tożsamość, opuścić Paryż i uciec do Normandii. 


"Oddanie ojca własnym zasadom, jego gotowość umrzeć za nie oraz lęk o życie matki wywróciły świat Marianny do góry nogami. Zmuszona była ponownie przemyśleć swoje uczucia wobec Hitlera i jego polityki, której brutalna rzeczywistość nagle stała się nie do pominięcia."

Arielle po zerwaniu kontaktów z dziećmi i krewnymi ukrywa się pod fałszywym nazwiskiem w małym miasteczku. Mieszka w skromnym, małym pokoiku i pracuje w sklepie. Tam poznaje Sébastiena, którego żona i córka zostały deportowane kilka lat wcześniej. Miedzy nimi rodzi się przyjaźń i wspólne poczucie celu. Podejmują się walki przeciwko okupantowi w ramach ruchu oporu, próbując jednocześnie odnaleźć swoich bliskich.


"Wojna pokazała nam, co się liczy. Nasz dzieci, nasze życie, ludzie, których kochamy. Rzeczy materialne zawsze można wymienić, kupić albo sprzedać. Reszty nie."

Każda historia, której fabuła toczy się w czasie II Wojny Światowej naznaczona jest bólem i cierpieniem i nie należy do najłatwiejszych powieści. Ale zazwyczaj mamy do czynienia z ofiarami narodowości prześladowanych - Polacy, Żydzi, Czesi... Tutaj autorka świetnie pokazała to, że Niemcy również ponosili straty i mierzyli się z wieloma trudami. Nie będę wchodzić tu w szczegóły, by nie zdradzić zbyt wielu szczegółów, ale wiele już widać po samym mężu Arielle, który sprzeciwił się władzy Hitlera, został rozstrzelany, Arielle musiała uciekać, bo mogłaby podzielić jego los, mimo że o planach spisku nie miała pojęcia. Ich dzieci, gdyby nie ich zaangażowanie po stronie niemieckiej, również odczułyby skutki. Zwykli mieszkańcy Niemiec również nie mieli łatwego życia, skutki ekonomiczne wojny odcisnęły nich duże piętno. Jest to moje pierwsze spotkanie z książką przedstawiająca II WŚ właśnie z tej perspektywy. Urzekły mnie tu przemyślenia Marianny, córki Arielle, o poświęceniu ojca, o negatywnym spojrzeniu na Hitlera, o tym, że kocha swoją ojczyznę, ale nie jej przywódcę. Jej postawa, a także i jej rodziców pokazała, że nie wszyscy Niemcy byli źli, że w wielu osobach całkiem mocno żyło człowieczeństwo. Sama powieść została bardzo dobrze napisana, bardzo często wylewały się z niej różnorakie emocje, niemalże można je było poczuć na własnej skórze. Autorka świetnie łączyła różne wątki, pokazując tę historię z różnych perspektyw. Było tu wszystko złość, smutek, żal, niezwykła siła i determinacja, strach i odwaga, a nawet miłość. Momentami czułam się nimi przytłoczona, ale na ogół powieść czytało mi się lekko. I zdecydowanie polecam ją przeczytać.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Luna.

Moja ocena:
8/10
 



czwartek, 21 maja 2026

Błękitne koperty

Tytuł: Błękitne koperty
Autor: Marta Jednachowska
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Novae Res

"-Nie ma czegoś takiego jak negatywne emocje - przerwała mi. - Wszystkie emocje są potrzebne. Wszystkie chcą nam coś powiedzieć. Niektóre są mniej, a drugie bardziej przyjemne. Jednak wszystkie niosą dla nas określoną informację. Mówiła pani o złości. Owszem, sama złość może być destrukcyjna, ale może nam też dać siłę do działania. Co chce pani z tą emocją zrobić?"

Co roku, w dniu swoich urodzin, Łucja otrzymuje tajemnicze listy. Zawsze wyglądają podobnie – mają błękitną kopertę, złote zdobienia, lekki zapach lawendy i tego samego nadawcę - anonimową przyjaciółkę, która zdaje się wiedzieć o życiu kobiety więcej, niż ona sama, a do tego opisuje rzeczy, które dopiero się wydarzą. Przez lata ta korespondencja była sekretem Łucji, nikomu o niej nie powiedziała. Dopiero po wielu latach postanawia pokazać ją swojemu narzeczonemu Przemkowi, ale okazuje się, że błękitnych kopert nie ma.


"- To ci się tylko wydaje - szepnęłam do siebie. - Tam nic nie ma."

Pudło z kopertami nieoczekiwanie znika, a ukochany informuje ją, że… nigdy tak naprawdę nie istniało. Zagubiona Łucja postanawia wybrać się na terapię, szczególnie, że nękają ją niepokojące halucynacje, przez co zaczyna wątpić, czy to, czego przez lata doświadczała, wydarzyło się naprawdę. Tylko terapia może pomóc jej znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. Bo czy rzeczywiście oszalała i tajemnicze listy są jedynie wytworem jej wyobraźni czy ktoś chce, żeby uwierzyła, że traci rozum?


"- To tylko twoja wyobraźnia - powtarzałam szeptem. -Zaraz tam wrócisz i wszystko będzie normalnie."

Zupełnie nie wiem co napisać. To jedna z tych powieści, które najlepiej smakują, jeśli wcześniej nie wie się o nich zbyt wiele, a po przeczytaniu jeszcze długo się o nich myśli. Tak, ta historia zdecydowanie zaszła mi za skórę. Czytałam ją w dużym napięciu próbując przewidzieć jak potoczą się losy bohaterki i odkryć co jest prawdą, a co manipulacją. Początkowo nie było to takie łatwe, bo fabułę śledziłam z perspektywy bohaterki, wiedziałam tyle samo co ona i tak samo jak ona miałam totalny mętlik w głowie. Nie wiedziałam czy wierzyć Przemkowi w to, że te listy nigdy nie istniały, że Łucja ma jakieś halucynacje, czy może jednak wierzyć, że były prawdziwe i faktycznie pisał je ktoś kto znał przyszłość. Obie wersje budziły moje wątpliwości, o ile wersja Przemka o wyobrażeniu sobie przez Łucję listów wydaje się w miarę logiczna to już sam Przemek nie budził u mnie zaufania, a z drugiej strony listy przepowiadające przyszłość, które nagle zniknęły też nie brzmiały realnie. Początkowo wszystko wydaje się jedną wielką niewiadomą, później, po kilku rozdziałach już wiele wiadomo, więcej niż bohaterka wie sama. Potem to już jest podróż u boku bohaterki i kibicowanie, by sama odkryła prawdę, która jest dla niej jeszcze tajemnicą. A pomóc jej w tym mogą tylko owe tajemnicze błękitne koperty. Jeśli macie ochotę na wciągającą, pełną napięcia historię skłaniającą do refleksji to jest to idealna pozycja dla Was.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Noave Res.

Moja ocena:
8/10 
 

niedziela, 17 maja 2026

Świat według Cunk

Tytuł: Świat według Cunk
Tytuł oryginału: The World According to Cunk
Autor: Philomena Cunk
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Insignis

"Po czterech długich latach pełnych tego rodzaju wydarzeń Północ wygrała. Niewolnicy w końcu zostali uwolnieni i reszta Amerykanów zaczęła traktować ich jak równych sobie. Tak jakby. Niewolnictwo się skończyło. Prawie. Dzisiejsze niewolnictwo jest znacznie bardziej humanitarne i dotyczy tylko dzieci pracujących w fabrykach odzieży i telefonów, czego na szczęście nie widzimy. A kto nie lubi ubrań i telefonów?"

Interesujecie się historią? Grekami, Rzymianami, średniowieczem, a może wojną secesyjną w Ameryce, czy taką bardziej współczesną jak druga wojna światowa czy komunizm? Ja tak. A może Was nie do końca interesuje, bo trafiliście w szkole na wredna starą historyczkę, w długich spódnicach, grubych swetrach i dużych okularach i skutecznie Was zniechęciła do tej tematyki. Już spieszę z rozwiązaniem. Oto Świat według Cunk.


"Instagram to teraz jedyne pewne źródło wiedzy na temat tego, jak wygląda wasz ex i co wszyscy jedzą. Odpowiedź na oba pytania brzmi: rozgniecione awokado."

Wszystko zaczyna się od jaskiniaków, jaskiniaczek i jaskinioosób, którzy wynaleźli zbieranie polowanie i rysunki na ścianie. Później były kolejne wynalazki - pismo, pieniądze, koło, podatki, wojna, religia i wiele innych wynalazków. Pojawiały się kolejne cywilizacje. Wynalazki. Wojny. Podboje. Epidemie. I tak cały czas. Aż wszystko kończy się na 2024 roku.




"W tamtych czasach nie było żadnych rozrywek, więc ludzie nie bardzo wiedzieli, co zrobić, żeby się rozerwać. Doszli do wniosku, ż przyglądanie się, jak kat wypruwa człowiekowi wnętrzności, może okazać się całkiem zabawne. W dzisiejszych czasach, gdy masy chcą zobaczyć, jak ktoś jest publicznie rozszarpywany na strzępy, zaglądają po prostu do mediów społecznościowych."

To nie jest typowa książka historyczna, z faktami datami i właściwym ciągiem przyczynowo-skutkowym. Chociaż wiele o historii świata można się z niej dowiedzieć, jest to przede wszystkim satyra. Autorka w zabawny sposób, często przy tym przekręcając nazwiska, nazwy miejsc i w ogóle mnóstwo słów, przedstawia historię świata. Jest to książka skierowana raczej dla starszych czytelników, zawiera bowiem wiele podtekstów i trochę wulgaryzmów oraz przekleństw. Jest przez to bardzo dosadna, nie chowa się za subtelnościami, ale z tego względu niezbyt nadaje się dla młodszych czytelników lub osób, które nie przepadają za takim stylem. Ja sama mam mieszane uczucia wobec tej książki ale z trochę innych powodów niż wulgarny język. Autorka różny sposób omówiła różne rozdziały. Część opisała bardzo trafnie, wręcz poruszająco, jak o wcześniej wspomnianym w cytacie niewolnictwie czy rozszarpywaniu w mediach społecznościowych, a także (niewspomnianym) komunizmie. O wojnach i ich tragediach również pisała z dużym smakiem i trafnymi uwagami. Momentami jednak było nudno, tematy zostały bardzo spłaszczone, jak np. o autorach, a w szczególności Jane Austen, o której można wiele ciekawego napisać. Niemniej jednak uważam, że warto ją przeczytać zarówno dla dobrej zabawy jak i zwrócenia uwagi na wiele bolączek współczesnego świata.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
7/10