środa, 18 października 2017

Skradzione Godziny

Tytuł: Skradzione Godziny
Tytuł oryginału: Stolen Hours
Autor: Maria Solar
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Kobiece


"Tymczasem teraz, tej nocy pełnej niepokoju, nocy poszukiwań babki, czas też się zatrzymał, tylko inaczej.Godziny jakby nie mijały. Każda sekunda była grobem, a zegar w ogóle się nie posuwał aż do świtu."
 

Kiedy umiera dziadek Anselmo, uruchamia się machina, która po  kolei odsłania elementy układanki i łączy je w całość. Roberto znajduje w jego ręku karteczkę z napisem: "Powiedz, że mnie kochasz". Z nieznanych nawet sobie powodów, chłopak zatrzymuje zapiskę nie mówiąc o niej nikomu. Niedługo potem, przeglądając rzeczy dziadka natrafia na ukrytą w albumie starą fotografię pięknej młodej dziewczyny, która na pewno nie była jego babcią, a także szkatułkę zamkniętą na klucz. Śmierć Anselmo owiana jest tajemnicą, bo Carmen, stara przyjaciółka rodziny i babcia przyjaciela Roberto, twierdzi, że mężczyzna umarł ponownie...

 
"Wiem, że jesteś największą miłością mego życia i że nigdy nie zdołam równie mocno pokochać mego męża; wiem jednak też, że -podobnie jak Ty jej-nigdy go nie opuszczę. Jest wart największej miłości i postaram się mu ją dać."

Anselmo był cudownym człowiekiem. Oczywiście nie do końca pochwalam to co robił w młodości, ale właściwie miłość to usprawiedliwia. Koniec końców jednak zachował się na prawdę porządnie. Wspaniale wychował córkę, dla której miłość i szczęście były najważniejszymi wartościami. Lola postanawia rozwieść się z mężem, kiedy tylko wejdzie takie prawo. Pomimo, że mają dzieci i są dobrym małżeństwem, nie zamierzają dalej trwać w związku, w którym nie ma już miłości. Z jednej strony trochę tego nie rozumiem. Uważam takie podejście za lekkomyślne, bo patrząc na otaczające mnie małżeństwa z długim stażem, nie dostrzegam takiej płomiennej miłości jak u młodych par. Myślę, że ta szaleńcza, młodzieńcza miłość po prostu przeradza się w przyjaźń, szacunek i troskę o tego drugiego człowieka. Z drugiej strony jednak dla, tak jak dla Loli, miłość jest niezwykle ważna i rozumiem, że obydwoje pragną jej jeszcze doświadczyć. Podziwiam ich za odwagę, bo po czymś takim z pewnością nie mają co liczyć na zrozumienie otoczenia, a także za to, że byłą to ich wspólna decyzja, że podeszli do sprawy tak logicznie i dalej pozostaną sobie bliscy po tym wszystkim. Będą przyjaciółmi, bliskimi sobie ludźmi, którzy będą dzielić się opieką nad dziećmi, a zarazem będą poszukiwać tego czego już nie znaleźliby w małżeństwie.


"Przeżywał godziny tak pełne wrażeń, że miał wrażenie, iż zegary nie są w stanie ich zmierzyć...." 

Tymczasem przyjaciółka Loli i synowa Carmen, Rosa ma wyjątkowo nieudane małżeństwo, a na dodatek rozwód nie wchodzi w grę. Mąż, Damien, jest wyjątkowo apodyktyczny. Przez lata małżeństwa zniewolił ją i podporządkował bezpośrednio swoim zachcianko. Kobieta nie pracowała, bo zabronił jej tego, zarzucając, że nie chce zajmować się dziećmi. Z tego powodu Rosa stała się uzależniona od jego dochodów. Nie miała żadnych środków finansowych. Musiała rozliczać się z każdych rachunków i zawsze prosić o pieniądze. Mężczyzna był o nią tak zazdrosny, że obwiniał ją o zainteresowanie mężczyzn, którzy na nią spoglądali. Rosa zrezygnowała z malowania paznokci, dopasowanych strojów, fryzur... Jak dla mnie to jest jakaś porażka. Nie wiem jak można by takim człowiekiem jak Damien. Tak traktować kobietę, która postanowiła za niego wyjść i wytrwać u jego boku do końca? On nie był mężem, lecz tyranem, despotą i prześladowcą. Z czasem trochę zrozumiałam co ukształtowało jego psychikę ale i tak nic go nie usprawiedliwia. Współczuję jedynie Rosie, której przyszło żyć w takim małżeństwie...

  
"...zegary nie wskazują czasu, gdyż sekundy nie są w stanie obliczyć, ile jest ich w życiu pełnych, a ile pustych." 

Są też dzieci. Ramón jest synem Rosy i Damiena. Chłopak ma wyjątkowo trudne życie. Damien nie jest utrapieniem tylko Rosy, ale także i dzieci. W domu panuje wyjątkowo ciężka atmosfera. Wszystko jest podporządkowane głowie rodziny, cały rytm życia. Wszyscy boją się mężczyzny. Ramón wiele razy dostawał od ojca niemalże za nic. Jego jedyną odskocznią jest przyjaźń z Roberto, synem Loli i Antonia, a także Nurią, w której z czasem zaczynają się podkochiwać. Od tego czasu ich relacje nie są już takie jak dawniej. Mimo to, zawsze mogą na sobie polegać. Dziewczyna wybiera jednego, kochając drugiego. Oznajmia jednak kochanemu przez siebie z wzajemnością chłopakowi, że nie może z nim być, bo ten drugi jest bardziej odpowiedni. Mam wrażenie, że historia zatacza koło i powiela się kolejna nieszczęśliwa miłość...


"Potrzebowali jeszcze tysięcy godzin, godzin, w których się będą kochali, mówi sobie tyle pięknych rzeczy,..." 

Skradzione godziny to książka, gdzie wszyscy po prostu marnują swój cenny czas. Anselmo, Carmen, Rosa, Damien, Roberto, Ramon, Nuria..., wybierając złe możliwości, podążając złymi drogami. Anselmo i Carmen, żyli poświęcając się dla innych, wyrzekając się największej i najpiękniejszej miłości jaka mogła zaistnieć. Rosa i Damien... Jak już wspomniałam, ich toksyczne relacje, toksyczne małżeństwo... Nawet stara Carmen cierpiąca na demencję potrafiła w przebłysku świadomości to zauważyć. Szkoda, że Rosa wcześniej tego nie dostrzegła i tak zmarnowała sobie życie. A Nuria? Wciąż nie mogę uwierzyć jak mogła podjąć tak beznadziejną decyzję i wyrzec się miłości w imię stabilności i akceptacji... Rozumiem, że to były inne czasy, ale miłość niezależnie od czasów ma swoją wartość.


 "Nigdy się nie uzależniaj od niczego, ani od nikogo...Żyj swoim życiem, a nie tym jakiego się po tobie spodziewają inni.Szukaj własnej drogi."

Skradzione Godziny to w gruncie rzeczy bardzo smutna powieść. Porusza problemy straconego czasu, marnowania go bezsensownie. Pokazuje także jak wielką wagę ma miłość i poświęcenie. Życie Carmen i Anselmo pokazało mi jak ważna jest miłość, ile zmian wnosi w życie człowieka, kal głęboko potrafi zakorzenić się w sercach dwojga ludzi. To miłość, która przetrwała kilometry, wszelkie przeciwności losu, a także śmierć. Zazdroszczę tej wielkiej miłości, którą autorka tak pięknie przedstawiła w książce.  

Za książkę gorąco dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Moja ocena:
10/10

poniedziałek, 16 października 2017

Miasto Świętych i Złodziei

Tytuł: Miast Świętych i Złodziei
Tytuł oryginału: City of Saints & Thieves
Autor: Natalie C. Anderson
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Initium

"Każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku, lecz przeciwnie zwrócona - tak mówi Boyboy. Działania moich bohaterów nie są skrajne. Oni po prostu robią to, co konieczne, by przywrócić równowagę we wszechświecie."


Tina, będąc małą dziewczynką, została zmuszona wraz z matką opuścić Kongo i uciec do Kenii. Przybywają do małego miasteczka Sangui, z nadzieją na odzyskanie spokoju. Matka szybko znalazła pracę jako pokojówka w bogatej posiadłości Geryhillów. Roland Greyhill jest najbogatszym biznesmenem w okolicy. Tina jednak uświadamia sobie, że nie zdobył swego majątku uczciwą pracą. Kiedy Anju zostaje zamordowana, dziewczyna postanawia pomścić Rolanda za śmierć matki...

  
"Jeśli zamierzasz zostać złodziejem, zacznij od przyswojenia zasady, że nie istniejesz. Mówię poważnie, musisz to dobrze opanować. Stać się mistrzem. Robal mnie tego nauczył. Jeśli będziesz istnieć, możesz wzbudzić zainteresowanie osoby, która zacznie się zastanawiać, kim jesteś"

W Sangui żyje dziewczyna, która jest niewidzialna. Dzień przed morderstwem matki, słyszała jak, tej, Roland groził śmiercią. Tina jest pewna co do sprawcy zabójstwa. No, bo, kogo innego miałaby podejrzewać? Targana nienawiścią i żądzą zemsty, za wszelką cenę próbuje przeżyć na ulicach kradnąc dla Goondan, lokalnego gangu. To dzięki pracy dla gangu ma możliwości do powrotu do posiadłości Geryhillów, by móc w końcu zemścić się za śmierć matki. Jednak, kiedy Tina przekracza próg, wszystko okazuje się inne niż przypuszczała. Pobyt tam może kosztować ją życie. Dziewczyna jednak jest zdeterminowana wprowadzić swój plan zemsty w życie. Tylko to pozwala jej przetrwać. Nie wszystko jest jednak takie jakim miało być...

  
"Tobie może się to przytrafić. Mnie nie. Ponieważ ja jestem najlepszym złodziejem w mieście. Ja nie istnieję.

Afryka rządzi się swoimi prawami. Gwałty i przemoc są na porządku dziennym. Dzieci nie potrafiące nawet się podpisać biegają z karabinami w imię wojny, o której nie mają pojęcia. Najgorzej jednak mają kobiety. Są wobec tego wszystkiego bezsilne, a w szczególności małe dziewczynki. Jeśli nie zostały zgwałcone, bądź okaleczone, mogą mówić o wielkim szczęściu. Do tego brak wody pitnej, choroby, zarazy...

  
"Jeśli będziesz istnieć, nie dasz rady przemykać wśród ciał, ciepłych ramion i barków pachnących pracą i mydłem.


Christina, główna bohaterka powieści, jest członkinią gangu. Żyje na ulicy, w miejscu, gdzie kradzież jest pracą. Do tego najbogatsza, a zarazem najbardziej szanowana rodzina w mieście zdobyła swój majątek za pomocą korupcji i dzięki mafijnym powiązaniom. To świat, w którym nie ma dobra, nie ma dobrych ludzi. W tym świecie nikt nie ma czystych rąk, ani czystych serc...

Autorka w prawdziwy sposób pokazała brutalną rzeczywistość. Niczego nie ubarwiła, nie przekoloryzowała... Jej powieść jest niezwykle realna i rzeczywista. Pokazała realia życia i funkcjonowania w tym odległym dla nas świecie. Przedstawiła zagrożenia i trudy.

Książka kierowana jest przede wszystkim do młodszej grupy osób, jednak uważam, że starsi czytelnicy również znajdą w niej dla siebie wiele ciekawych wątków.

Moja ocena:
9/10    

środa, 11 października 2017

Podróżniczka

Tytuł: Podróżniczka
Tytuł oryginału: Traveler
Cykl: Poszukiwaczka (2)
Autor: Arwen Elys Dayton
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 476
Wydawnictwo: Uroboros 



"Poszukiwaczowi nie wolno zawłaszczyć athamenu innej rodziny. Poszukiwaczowi nie wolno zabić innego Poszukiwacza, chyba że w samoobronie.
Poszukiwaczowi nie wolno krzywdzić ludzi."

Quin od lat marzyła by stać się Poszukiwaczką. Od dzieciństwa wsłuchiwała się w niezwykłe opowieści o tych bohaterach, którzy ratowali ludzi. Ćwiczyła z wielkim zaangażowaniem i zapałem, by stać się godna, by stać się jedną z nich. Pragnęła, tak jak oni, wykorzystywać swoje niezwykłe moce, by czynić świat lepszym. Razem ze swym dalekim kuzynek Shinbou i ukochanym Jamesem przez lata ćwiczyła, by dołączyć do grona Poszukiwaczy. W chwili, gdy mają złożyć przysięgę, wszystko się zmienia. Okazuje się, że Poszukiwacze są zupełnie inni niż wyobrażali sobie to przez wszystkie te lata... Mimo to, Quin, postanawia być godną swego przeznaczenia i pragnie żyć w zgodzie ze swymi przekonaniami. Zamierza być taką Poszukiwaczką, jak jej legendarni przodkowie. Nie będzie to jednak wcale takie łatwe...

Uroboros
"Tyrani i złoczyńcy, strzeżcie się..."


Dla Quin, bycie Poszukiwaczką to wielki honor. Przeżywając wielki szok związany z odkryciem prawdy o obecnych Poszukiwaczach, postanawia przestrzegać zasad, w które uwierzyła i w które nadal wierzy. Wciąż zmaga się z tym o czym się dowiedziała. Jej ojciec jest mordercą, wuj- kłamcą, matka- ofiarą, a chłopak, którego kochała od dzieciństwa pragnie zemsty, a co najgorzej, na jej rodzinie. Na szczęście dziewczyna może liczyć na Shinobu, chłopaka, którego kocha z wzajemnością. Dziewczyna wie, że teraz, tylko jemu może zaufać. Pogrążając się w poszukiwaniach przeszłości, tworzą coraz to mroczniejszą teraźniejszość, otaczając się magicznymi, niezwykle niebezpiecznymi artefaktami. Quin i Shinobu trafiają na złowrogi plan rozpoczęty parę pokoleń temu, by unicestwić tradycję Poszukiwaczy...

  
"Shinobu przycisnął ramię do ramienia Quin i znowu ją przytulił. Przypomniała sobie o dzienniku w swojej kieszeni. Być może chłopiec był już wystarczająco przytomny, by go obejrzeć."
Fabuła książki jest niezwykła i bardzo wciągająca. Akcja pędzi jak szalona, a elementy magii wprowadzają pewną świeżość w ten nietuzinkowy świat.  Autorka stworzyła ciekawe postaci. Quin jest idealistką. Uwielbiam tę postać. Chce być dobra i zachowywać się jak należy. Chce być tą dobrą, pomimo otaczającego ją zła. Podziwiam ją za to. Shinobu również zdobył moją sympatię. W poprzednim tomie był mało wyrazisty i właściwie nie było prawie niczego za co miałabym go tak polubić. Teraz bardziej wysunął się na pierwszy plan., dzięki bliskim relacjom z Qun. Lubiłam w nim to, że zawsze był przy Quin, kochał ją, wspierał... Gdyby nie ich związek, pewnie byłby mi obojętny i nie zwróciłabym na niego uwagi. Z Johnem to zupełnie inna sprawa. Trzeba przyznać, że jest niezwykle kontrowersyjną postacią. Z jednej strony współczuję mu tego czego doświadczył, co spotkało jego i jego rodzinę, ale z drugiej stron potępiam chęć zemsty i to aż takiej. Tego, że nie potrafi wykorzystać szansy, którą dostał, by godnie żyć. On musi się mścić. Na rzecz tego rezygnuje ze szczęścia i miłości.


" Od tak dawna pragnąłem być z tobą, a teraz to się spełniło."

Książka pochłonęła mnie bez reszty. Fabuła wciągnęła mnie, a ciągłe zmiany narracji tylko potęgowały zainteresowanie i ciekawość. Najbardziej podobały mi się spojrzenia w przeszłość w rozdziałach Catherine. Chyba już tak mam, że we wszystkich książkach najbardziej interesują mnie wątki z przeszłości. Może ma to związek z tym, że uwielbiam historię, a może po prostu, te wątki są najciekawsze i zawsze prowadzą do czegoś niezwykle emocjonującego. 

Podróżniczka to bardzo udana kontynuacja serii. Zrobiła na mnie o wiele lepsze wrażenie niż Poszukiwaczka. To czego zabrakło mi w poprzednim tomie, dostałam tutaj z nawiązką. Do tego autorka wprowadziła nowych bohaterów. Najbardziej szokujące było jednak zakończenie, przez które nie mogę doczekać się kolejnej części.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros.

Moja ocena:
9/10