środa, 15 marca 2017

PRZEDPREMIEROWO: Strażnicy Światła

Tytuł: Strażnicy Światła
Tytuł oryginału: The ligthkeepers
Autor: Abby Geni
Data premiery: 17.03.17 
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Kobiece


"Dziewczyna sięga do torby i wyciąga szarą kopertę. Koperta jest gruba, jakby spuchnięta, i szeleszcząca. Wysypuje jej zawartość na kolana, uwalnia papierową śnieżycę."
 
Miranda jest fotografką natury. Przypłynęła na wyspę, aby zrealizować swoje największe pragnienie- fotografowanie surowej natury na własną rękę. Towarzyszy jej sześcioro naukowców. Z dnia na dzień, kobieta zakochuje się w tym osobliwym miejscu. Bardzo szybko również zżywa się z mieszkańcami wyspy. Niestety nie może czuć się bezpieczne, bowiem zostaje napadnięta we własnym pokoju przez jednego ze współlokatorów. Niebawem ten sam człowiek tonie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. W powietrzu unosi się dziwny niepokój, a wśród mieszkańców czuć swoiste napięcie. Atmosfera robi się coraz gęstsza. Z każdym kolejnym aktem przemocy robi się duszno. A każdy jest podejrzany o najgorsze.


   "Może  nie  znajdzie  tu  żadnej  odpowiedzi.  Może  nigdy  nie 
zrozumie  wszystkiego,  co  się  jej  przydarzyło.  Ale  to  ostatnia 
szansa, żeby zrozumieć."


Na kartach powieści poznajemy wydarzenia obecne- czas spędzony na wyspie, towarzyszące temu wydarzenia, piękne widoki, fascynujące zwierzęta, oraz wspomnienia Mirandy- śmierć matki, obojętność ojca, pierwsze chwile z aparatem w ręku. Nie brak również refleksji bohaterki nad obecnym życiem jak i przeszłością. We wszystkim przewija się śmierć matki i jej nieobecność. I muszę przyznać, że to chyba jedno z niewielu rzeczy, które tak pochłonęły mnie w tej książce. Pozostałymi były te fragmenty, gdzie można było w nich spotkać Micka, mojego ulubionego bohatera i Olivera, złośliwą ośmiorniczkę.

Pozostałe fragmenty, pomimo, że barwne w opisy, nie zainteresowały mnie. Może to dlatego, że wyspa, choć magiczna, nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, jak na głównej bohaterce, a może dlatego, że nie polubiłam pozostałych bohaterów powieści. Lucy była dosyć dziwną bohaterką, początkowo energiczną, potem bardziej ponurą. Andrew z kolei nie pozwolił poznać się od tej dobrej strony. Charelene od początku niezbyt ufałam, a Forest był niezbyt wyróżniający się. Pod koniec polubiłam trochę Galena, kiedy poznałam jego historię, a także na końcu, kiedy okazało się, że znał wszystkie tajemnice wyspy... Nikt jednak nie zrobiła na mnie takiego ważenia jak Mick.Był on człowiekiem bardzo pogodnym. Okazał się godnym, wiernym i oddanym przyjacielem. Miranda nie była aż tak bliska mojemu sercu, jednak również ją polubiłam i współczułam w trudnych chwilach. 



 "Kilkanaście metrów od brzegu rozpościera się ściana gęstej mgły. Kłęby oparów pokrywają ocean niczym dymiące węgle."

Fabuła powieści rozwija się stopniowo. Jednak delikatny strach i lekki dreszczyk niepokoju towarzyszą czytelnikowi przez cały czas. Na wielkie uznanie zasługuje również okładka. Taka niezwykła, tajemnicza, zachwyca prostotą.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

Moja ocena:
6/10  

4 komentarze:

  1. Strach i dreszczyk podczas czytania thrillera to uczucia obowiązkowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. w takim razie jeszcze się zastanowię :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze ale chyba to nie moja bajka :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń