poniedziałek, 26 października 2026

Lokatorka Wildfell Hall

Tytuł: Lokatorka Wildfell Hall
Tytuł oryginału: The Tenant of Wildfell Hall
Autor: Anne Brontë
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 528
Wydawnictwo: MG



"Czasem spoglądając komuś głęboko w oczy można poznać jego duszę na wskroś i dowiedzieć się o nim więcej w ciągu godziny niż o innych w ciągu całego życia."



Do podupadającego dworu Wildfell Hall wprowadza się tajemnicza młoda kobieta z synkiem, tym samym burząc spokojne życie mieszkańców. Kobieta podaje się za wdowę, jest uprzejma, ale trzyma dystans. Jest zupełnie inna od swoich sąsiadów przez co szybko staje się obiektem plotek i domysłów.


"Nasamprzód przyjrzyj się jego wnętrzu i kochaj dopiero wtedy, gdy spodoba ci się to, co tam widzisz."

Helen Graham to kobieta nietuzinkowa i zdecydowanie wyprzedzająca swoje czasy. Jest niezależna w świecie zdominowanym przez mężczyzn, sama utrzymuje siebie i swojego synka, nie boi się mieć własnych poglądów i brać swojego losu we własne ręce. Sąsiedzi patrzą na jej poczynania krytycznie, jednak jeden z nich - Gilbert Markham wydaje się być nią coraz bardziej zaintrygowany i zaczyna dostrzegać w niej więcej niż inni. Między nimi stopniowo buduje się więź, którą kobieta szybko postanawia kategorycznie przeciąć i daje mężczyźnie swój pamiętni, by zrozumiał dlaczego nigdy nie mogą zostać dla siebie nikim więcej niż tylko przyjaciółmi.


"- Czy jest pani tak szczęśliwa, jak by sobie tego życzyła?
- Po tej stronie wieczności nikt nie może być doskonale szczęśliwy."

Kiedy sięgałam po te historię to nie spodziewałam się po niej niczego specjalnego. Bardziej nastawiałam się na trudną, może trochę smętną i dość smutną historię niż na powieść, która mnie aż tak oczaruje. No nie powiem, cudownie było się tak zaskoczyć. Początek faktycznie wskazywał, że może trochę będzie tu nudy, ale od czasu, kiedy do akcji wkroczyła Pani Graham, na nudę nie mogłam narzekać. Polubiłam tę bohaterkę, nie weszła tu z hukiem wykrzykując swoje poglądy, ale wślizgnęła się spokojnie i konsekwentnie realizowała swoje postawienia i manifestowała je poprzez postawę. Bardzo lubiłam jej rozmowy z Gilbetrem Markhamem, które początkowo były spokojną aczkolwiek trochę ostrą wymianą zdań, by z czasem przerodzić się w czystą chęć poznania drugiej osoby. Rozkwitające uczucie, pełne harmonii zostało idealnie wkomponowane w tę historię, zaś wisienką na torcie była charakterystyka postaci pobocznych, które niczym u Austen irytowały i bawiły zarazem, a przy tym pokazywały ludzką naturę. Powieść polecam miłośnikom wiktoriańskich klimatów, na pewno się nie zawiedziecie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
9/10

wtorek, 20 października 2026

Dania z grzybów

Tytuł: Dania z grzybów
Autor: 
Gerhard Schuster & Christine Schneider
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 160
Wydawnictwo: RM


"Rok grzybów kończy się i zaczyna od wzrostu gatunków, które niewiele sobie robią z chłodnej pogody, a wręcz potrzebują pomocy mrozu na starcie. Zaskoczeni miłośnicy grzybów często wychodzą wówczas z lasu z pełnym koszem i szerokim uśmiechem."


Sezon grzybowy jeszcze trwa. Mam tu może miłośników grzybów? Ja lubię zbierać jedynie gąski, które rosną późną jesienią i nie widać wtedy zbyt wielu pająków, których panicznie się boję. Same gąski często też rosną trochę ukryte pod ściółką albo mchem, więc zbieranie ich polega na takim trochę szukaniu. O wiele bardziej podoba mi się to niż takie zwyczajne szukanie grzybów.


"Czy istnieje przepis, który zadowala wszystkich?"

Czy ta książka jest pełna przepisów? Tak, ale przepisy to nie wszystko. Wcześniej trzeba co nieco o tych grzybach wiedzieć, więc można powiedzieć, że jest tu też mini atlas grzybów. Można się z niego dowiedzieć czym dany grzyb się charakteryzuje, czym wyróżnia, jak najlepiej go przyrządzić i kiedy się pojawia. Do tego są wyraźne zdjęcia, dzięki którym  wiadomo jak ten grzyb dokładnie wygląda. A co samych przepisów to są przeróżne. Chipsy z grzybów, sushi z grzybami, grzyby w cieście francuskim, grzyby w oliwie i wiele innych. Jak widać nie ma tu monotonii. Do tego nie zabrakło ciekawostek czy porad, m. in. co zrobić kiedy zbiór był mały czy jak czyścić grzyby, by nie pozbawić ich właściwości. Książka została świetnie przygotowana merytorycznie, do tego wzbogacona o liczne zdjęcia. Z pewnością miłośnicy grzybów ją docenią. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu RM

Moja ocena:
10/10


wtorek, 13 października 2026

Polowanie na księżycową kukułkę

Tytuł: Polowanie na księżycową kukułkę
Autor: Jolanta Maria Kaleta
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: MG


"Madejska odetchnęła z ulgą i w milczeniu obserwowała poczynania funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Początkowo każdą książkę starannie wertowali, a kiedy nic interesującego w niej nie znaleźli, rzucali na podłogę. Z czasem, brodząc po kostki między woluminami, każdy wyjęty z regału egzemplarz brali za okładki jak kurczaka za skrzydła, i potrząsali energicznie, licząc, że wypadnie to, co zostało ukryte między stronnicami."

Student geologii Hubert Kmita wynajmuje pokój we Wrocławiu u starszej wdowy. Tam w 1969 roku zostaje przeszukany przez służby bezpieczeństwa. Po rozmowie z właścicielką mieszkania poznaje legendę o ukrytym złocie, a niedługo później w jego ręce wpada tajemniczy tekst zapisany na skrawku jedwabiu, który wydaje się być wskazówką do miejsca, w którym jest ukryte złoto. Zafascynowany zagadką Hubert wyjeżdża na naukowy obóz badawczy do Mongolii, gdzie prowadzi trop.


"Nie po to się kształciłem w akademii, żeby po pijanemu skończyć w ciemnej stodole jako księżycowa kukułka - wyrzucił z siebie żal i frustrację, które narastały w nim od dłuższego czasu."

Baron Roman Ungern von Sternberg, znany jako Krwawy Baron, urodził się jako estoński Niemiec, ale jest szalenie lojalny wobec carskiej Rosji. Będąc oficerem armii carskiej, zostaje wysłany w 1912 roku z tajną misją do Mongolii. W wyniku zawirowań politycznych musi zmienić obraną drogę, a jego późniejsze losy zostaną owiane tajemnicą i legendami.


"Teraz wszystkim zajmą się moi ludzie, a oni potrafią z każdego wycisnąć interesujące mnie informacje."

Dwie drogi czasowe, dwie tajemnicze i skomplikowane historie prowadzące do jednego rozwiązania. To coś co uwielbiam. Już na samym początku autorka świetnie wprowadza czytelnika w fabułę, już od początku niby prawie wszystko wiadomo i wiele można się domyślić, ale jednak nic nie jest do końca takie oczywiste, a już największą niewiadomą pozostaje rozwiązanie zagadki. Przyznam szczerze, że o wiele lepiej do gustu przypadła mi historia z 1969 roku (tak wiem, one się ze sobą łączą). Zazwyczaj to te wyłaniające się tajemnice z przeszłości są bliższe mojemu sercu, ale tym razem jakoś od początku poczułam większą więź z Hubertem. Wielkim plusem tej powieści jest rozbudowana warstwa historyczna i piękne, barwne opisy. No, niesamowicie przeżyłam chociażby przeszukanie mieszkania Madejskiej przez służby bezpieczeństwa. Wydawało mi się to tak realne jakbym sama stała obok Huberta przerażona, że zaraz mnie o coś oskarżą. Z reszta, cała historia jest utrzymana w takim klimacie, a wydarzenia historyczne i fikcja literacka zostały tak świetnie połączone, że po jakimś czasie przestałam skupiać się na oddzieleniu jednego od drugiego i po prostu pozwoliłam się pochłonąć. I to była dobra decyzja, bo świetnie spędziłam czas podczas czytania lektury.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
9/10