piątek, 21 sierpnia 2026

Trędowata

Tytuł: Trędowata
Autor: Helena Mniszkówna
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 594
Wydawnictwo: MG


"Dlaczego ta dziewczyna wywiera wrażenie zupełnie odmienne od znanych dotychczas? Dlaczego pociąga nieprzepartą siłą, staje mu się upragnioną, niemal drogą? Ona. którą przed paru miesiącami chłostał często cynicznym dowcipem, prześladował, drażnił... Za co? dlaczego?!"


Skromna szlachcianka Stefcia Rudecka pracuje jako guwernantka w pałacu hrabiny Elzonowskiej. Ordynatowi Waldemarowi Michorowskiemu jawi się jako panna bez skazy, która stanowi dla niego wyzwanie. Podejmuje się go i obiecuje sobie, że ją zdobędzie. Nie spodziewa się jednak, że ta z pozoru zwyczajna panna tak go oczaruje...


 "Cóż to za dziewczyna?... Bo nie anielica, a ma czystość anioła... nie demon, a ma temperament i ogień szatański. Fenomenalne! Czyż dla zdobycia jej mam się przemienić w anioła?... Nie, tego nie potrafię. Zresztą nie pragnę jej anielskości. Przeciwnie, chcę, aby mi oddała to wszystko, co jest w niej z demona, anielskość chowając dla przyszłego męża."

Próbując uwieść Stefcię, Ordynat Michorowski sam wpada w pułapkę własnych sideł i zakochuje się. Owładnięty miłością postanawia poślubić niemajętną szlachciankę, co spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem familii, dla której ten związek to nieakceptowalny mezalians. Michorowski jednak nie zamierza się poddać i rozpoczyna batalię ze swoją sferą o przyszłe szczęście u boku kobiety, bez której nie wyobraża sobie życia.


"- Żałuje pani tych chwil?
- Żałuję, że minęły."

Gdybym miała wybrać dziesięć książek, które będę czytać do końca życia to ta z pewnością znalazłaby się wśród nich. Trędowatą poznałam będąc jeszcze nastolatką i już wtedy się nią zachwyciłam. Była jedną z niewielu powieści, które zdecydowałam się przeczytać po poznaniu adaptacji filmowej. Fabuła opiera się na nieśmiertelnym schemacie Kopciuszka. Gdybym miała na nią spojrzeć przez pryzmat współczesności to, powiedziałabym, że mamy tu typowego bad-boya, który chce uwieść i wykorzystać niewinną dziewczynę, ale podczas prób zakochuje się w niej. A ja zawsze takie historie kupuję, zachwycam się nimi i jeszcze długo nimi żyję. Tutaj dodatkowo jest przecudowny klimat polskich sfer schyłku XIX wieku, bale, luksusowe majątki, zamki i pałace, przepych, przyjęcia w ogrodzie. Nikt tak świetnie nie oddaje tego klimatu jak Mniszkówna. Podczas czytania miałam wrażenie jakbym się tam przeniosła i to już od pierwszej strony i chociaż książka jest spora objętościowo to jej czytanie upłynęło mi zbyt szybko. Jestem pewna, że jeszcze nie raz zanurzę się w tym świecie i mam nadzieję, że Was przekonałam do tego samego. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
10/10



czwartek, 20 sierpnia 2026

Tam, gdzie rosną winogrona

Tytuł: Tam, gdzie rosną winogrona
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Lucky

"Uświa­do­mi­łem sobie, że nikt z nas nie jest sa­mot­ną wyspą. To, co ro­bi­my, ma wpływ na nasze oto­cze­nie, mniej­szy lub więk­szy. Cza­sa­mi jedna spra­wa uru­cha­mia całe do­mi­no i wszyst­ko wokół za­czy­na się sypać. Mam na­dzie­ję, że to już ko­niec. Że wszyst­kie kost­ki mo­je­go do­mi­na zdą­ży­ły się już wy­wró­cić. Muszę zna­leźć w sobie tyle sił, by teraz wszyst­ko po­dźwi­gnąć na nowo."

Znacie takich ludzi, którym dosłownie wszystko zawsze się układa? To Gianna zdecydowanie nie należy do tej grupy. Los nie oszczędzał jej od dnia narodzin. Nigdy nie poznała i nie miała też szczęścia w rodzinach zastępczych. Nie zaznała normalnego dzieciństwa, ani poczucia stabilności. Wchodząc w dorosłość wciąż miała pod górkę. Głodna i zdesperowana decyduje się na drobną kradzież. Pech chciał, że nie zostało to niezauważone.


"
Życie po­ka­za­ło mi już ty­sią­ce razy, że za wła­sne sła­bo­ści za­wsze trze­ba za­pła­cić wy­so­ką cenę."

Trochę więcej szczęścia miał Adriano, chłopak, którego Gianna poznała w jednej z licznych rodzin zastępczych. Po osiągnięciu pełnoletności odziedziczył po dziadkach winnicę. Dzięki temu całkiem nieźle radzi sobie w życiu. Stał się przedsiębiorcą, zatrudnia sporą grupę ludzi, posiada własny dom i dziewczynę. Adriano spotyka Giannę, kiedy dziewczyna jest już na dnie i wyciąga do niej pomocną dłoń. Oboje nie wiedzą jeszcze jak ta jedna decyzja zmieni ich życie.



"
Mówi się, że wy­gnie­cio­na kart­ka po wy­pro­sto­wa­niu już nigdy nie bę­dzie taka sama. Ja wie­rzę w to, że cho­ciaż Gian­na spa­rzy­ła się na lu­dziach tyle razy, nasza wspól­na karta wciąż jesz­cze nie musi tra­fić do kosza."

To jest już moje drugie spotkanie z autorką i w przeciwieństwie do poprzedniej, ta historia nie do końca przypadła mi do gustu. Nie jest to jednak wina kwestii technicznych, a po prostu mojego subiektywnego odczucia. Mimo, że nie udało mi się poczuć więzi z bohaterami to, oczarował mnie włoski klimat, który autorka potrafi stworzyć jak chyba nikt inny. Zakochałam się w malowniczych widokach, smaku wina i tej cudownej atmosferze. Momentami miałam wrażenie, jakbym dosłownie przeniosła się tam i wraz z Gianną pracowała w winnicy czy zwiedzała okolicę. To tło wciągnęło mnie o wiele bardziej niż historia miłosna, której w zasadzie nie mam nic zarzucenia, ale zwyczajnie mnie nie porwała. Świetnym zabiegiem było wprowadzenie do powieści włoskich sformułowań i wyrażeń. Zawsze wywołuje to u mnie radość, bo uwielbiam ten język i uczę się go, a ponadto buduje to klimat. Nie zabrakło tu także emocji i ważnego przesłania o dawaniu drugich szans. Mimo, że ta historia nie do końca mnie kupiła to z przyjemnością poznam inne historie autorki w tym cudownym włoskim klimacie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Luky.

Moja ocena:
7/10
 

środa, 19 sierpnia 2026

Miłosny trel słowika

Tytuł: Miłosny trel słowika
Autor: Katarzyna Malik
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Nyks


"Trochę się już wybudził, jednak samopoczucie mu się wiele nie polepszyło. Nie będąc w stanie czerpać radości z zabawy, oddawał rozum głębokim myślom. Myślom, które uważał za bardzo dziwaczne i miał ochotę zapłakać nad nimi, bo aż go ściskał od nich żołądek. Były mu tak zupełnie nowe, nieznane wcześniej!"

Młody polski szlachcić imieniem Felix, wychowuje się na swojej ziemi pod skrzydłami opiekuńczej matki. Chłopak jest bardzo delikatny, nieprzyzwyczajony do trudów męskiego życia. Wszystko zmienia się, kiedy jego chrzestny, Pan Raciborz, postanawia zabrać go ze sobą w poselstwo na Węgry. Wyrwany z sielankowego życia Felix jest wręcz zrozpaczony tym faktem, jednak nie może odmówić. 



"Naród bez króla to jak ciało zmysłów pozbawione - żyć będzie jakoś potrafiło, acz niełatwo mu się z innymi komunikować i bronić przed wrogiem zwłaszcza."

Podróż, która w zamyśle miała być krótka, dłużyła się Felkowi niemiłosiernie, a trudy wydawały się nie do pokonania. Już na początku pobytu Felko dostaje wysokiej gorączki i zmuszony zostaje do przedłużenia pobytu. Niezadowolenie z tego powodu szybko mija, bo towarzystwo Piroski, córki właściciela ziemskiego, staje się dla niego ważniejsze niż tęsknota za matką i domem. 


"Kiedy ją widzę, czuję, jakbym miał przed sobą cały świat... Wszystko, co mi najważniejsze, najpiękniejsze... najdroższe..."

Historia obyczajowo miłosna w staropolsko-węgierskim klimacie, to coś co wydawało się stworzone dla mnie. Miałam co do niej spore oczekiwania, jednak starałam się podjeść do niej z otwartą głową. Początkowo całkiem nieźle odnalazłam się w tej historii, z czasem jednak zachowanie Felka zaczęło mnie tak drażnić, że zepsuło mi całą radość z lektury. Felko wydawał mi się zbyt rozkapryszony jak na swój wiek, ciągle marudził, nie umiał odnaleźć się w dorosłym życiu. Być może taki był zamysł autorki, bo z biegiem historii, aczkolwiek nieznacznie, ale jednak Felko wydawał się mężnieć, mniej marudził i narzekał. Niemniej jednak przez większą część powieści przebrnęłam w irytacji. Na uwagę zasługuje natomiast styl autorki, który był bardzo lekki nawet przy użyciu słów, które już zniknęły z obiegu. Świetnie też poprowadziła wątek romantyczny. Nie był on nachalny ani przerysowany, nie zdominował też całej powieści, ale nadawał jej ton. Nie mogłam też narzekać na opisy, bo autorka opisała wszystko bardzo obrazowo, czasami miałam wrażenie, jakbym się znajdowała wewnątrz tej historii i mogła doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Czasami jednak przez zbytnie rozbudowanie tych opisów akcja traciła swoje tempo. Nie do końca jestem też zadowolona z zakończenia, które z jednej strony zostawia drzwi do kontynuacji, ale z drugiej nie sugeruje niczego konkretnego. Czuję pod tym względem pewien niedosyt i rozczarowanie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nyks. 

Moja ocena:
6/10