poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Księżna Mediolanu

Tytuł: Księżna Mediolanu
Autor: Renata Czarnecka
Cykl: Bona. Królowa z rodu Sforzów (1)
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 428
Wydawnictwo: Axis Mundi

"Narzucono mi miłość do Giana Galeazza, wpajano ją od najmłodszych lat, podsycano uczucie uwielbienia i tęsknoty. Koryta tej miłości są głębokie, nie zasypie ich czas ani nienawiść, będę go kochać bez względu na wszystko, co przyniesie mi los, bo tak mnie wyćwiczono, jak konia, który ma równo maszerować w rzędzie."

Pod koniec XV w. Izabela Aragońska, wnuczka króla Neapolu, wyrusza do Mediolanu, by poślubić księcia Giana Galeazza Sforzę. Pełna nadziei oczekuje pięknego, szczęśliwego życia u boku mężczyzny, którego kocha od dnia zaręczyn, mimo że jeszcze go nie spotkała. Szybko jednak realia odzierają ją ze złudzeń. Gian Galeazzo, zbyt zainteresowany młodymi mężczyznami nie potrafi okazać swoje młodej żonie uczucia. Izabelę spotyka tez afront ze strony stryja swego męża, Ludwika Sforzy, który chce przejąć tron Mediolanu i stać się jego prawowitym księciem. Krok po kroku odsuwa od władzy swego bratanka i jego żonę. Wszystko ulega pogorszeniu, gdy poślubia równie ambitną jak on sam Beatrycze d’Este. Wtedy los książęcej pary wydaje się być przesadzony. Małżonkowie udają się na wygnanie do Pawii, gdzie na świat przychodzą ich dzieci, w tym księżniczka Bona, przyszła królowa Polski.


"-Dobrze. Skoro tak chcą gwiazdy, nie będę się sprzeciwiać - przystała na to, choć w środku się gotowała. Bo jakże to? Gwiazdy mają być od niej ważniejsze? Uznała jednak, że nie należy w tej chwili tego roztrząsać."

Czy w powieści historycznej możemy liczyć na feminizm? Mogłoby się wydawać, że nie, bo kobiety tamtych czasów, były podległe mężczyznom, zależne od nich właściwie we wszystkim, zajmowały się wyszywaniem, rodzeniem dzieci... Ale nawet w tej grupie możemy liczyć na silne jednostki, silne kobiety, które chciały czegoś więcej. Co prawda Izabela pragnęła jedynie miłości męża i należnej im pozycji, ale że tego nie miała, zaczęła o to walczyć, posuwając się nawet do trucicielstwa. Prowadziła twardą grę, jakiej czasami obawiali się mężczyźni. To co mnie tu uderzyło najbardziej to wychowywanie małych dziewczynek, Izabela została zaręczona z Gianem Galeazzo jako mała dziewczynka i od tego czasu wiedziała, że go kocha i nie przestała go kochać aż do jego śmierci, mimo że w żaden sposób nie zasłużył na ta miłość, nie okazywał jej żadnego przywiązania, żadnych uczuć. Ona po prostu go kochała, bo tam miała wpojone, że męża ma kochać. Dla mnie to przerażające.


"Musisz zatem pamiętać, że Mediolan ma tyle samo pułapek, co czaru. Jedno cię zachwyci, a drugie może zabić."

Przechodząc do oceny powieści to, niesamowicie mnie wciągnęła. Bardzo polubiłam bohaterkę, mimo ze nie zgadzałam się z niektórymi jej poczynaniami jak całkowite oddanie dla jej męża. Bardzo jej współczułam licznych upokorzeń i afrontów, których doświadczała, cały czas miałam nadzieję na powiedzenie się jej przedsięwzięć. Podziwiałam jej siłę i hart ducha. Autorka świetnie wykreowała nie tylko Izabelę, ale i inne postaci, których albo się kocha albo nienawidzi. Chociaż może wykreowanie to nie do końca odpowiednie słowo, bo to bardziej przedstawienie postaci historycznych i uwydatnienie ich cech. Narracja została poprowadzona bardzo lekko, mimo poruszanych trudnych tematów takich jak utrata bliskich, śmierć, intrygi, depresja... Dzięki temu miałam wrażenie, że dosłownie płynę przez te historię poznając nie tyle historię tej wyjątkowej kobiety, ale też innych postaci i miejsc. Jest to idealna pozycja dla miłośników historii, ale myślę też, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi.

Moja ocena:
9/10


czwartek, 2 kwietnia 2026

Ostatni spisek

Tytuł: Ostatni spisek. Mazurskie kulisy zamachu na Hitlera
Autor: Gabriela Anna Kańtor
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: MG

"- Współczesny człowieku, jeżeli pozwolisz władzy przyjść po kogokolwiek, po komunistów, związkowców, socjaldemokratów czy po Żydów - to gdy przyjdą po ciebie, nie będzie już nikogo, kto mógłby cię obronić."


Heinrih von Lehndorff, zwany Heinim, ostatni pan na Sztynorcie przez lata przygotowywał się do objęcia upadającej posiadłości swego wuja. Wychowywany w duchu obowiązku i odpowiedzialności okazał się świetnym zarządcą i gospodarzem. Za jego czasów majątek rozkwitł, a pracownicy doceniali dobroć jego właściciela. W majątku rozkwitła też miłość jego i jego żony hrabianki Gottlibe von Kalnein zwanej przez niego Mausi. Doczekali się tam uroczych córek, które wychowali w duchu dobra i życzliwości.


"Wszystko ma swój koniec. Tylko kiełbasa ma dwa."

Druga Wojna Światowa odcisnęła zarówno na nich jak i ich pałacu piętno. Najbardziej reprezentacyjną część pałacu musieli oddać Ribenttropowi. Będąc życzliwymi ludźmi pełnymi dobra, nie mogli znieść okrutnych działań Adolfa Hitlera. W związku z tym hrabia Heinrih von Lehndorff wraz z innymi, m. in. Clausem von Stauffenberg, Henningiem von Tresckow postanowili zawiązać spisek na życie Hitlera.


"Być może najwyższym stopniem miłości jest kochać, nie posiadając."

Jak to u Gabrieli Kańtor bywa, postaci historyczne, nie są tylko nazwiskami znanymi z podręcznika. Stają się bohaterami z krwi i kości, pełnymi uczuć, emocji i nadziei, strachu i bólu. To ludzie, którzy kochają, czują, maja wielkie plany i marzenia. Autorka cudownie oddaje ich emocje i charaktery. To są postaci, obok których nie można przejść obojętnie. Ich chce się poznać, zaprzyjaźnić z nimi, trafić do ich świata. I to jakiego świata. Kańtor to mistrzyni opisywania miejsc, którym poświęciła sporo uwagi. Po przeczytaniu tej powieści od razu zapragnęłam zobaczyć Mazury. Mimo iż tytuł i opis z tyłu okładki sugerują, że jest to opowieść o spisku, w rzeczywistości to historia hrabiego Lehndorffa i posiadłości, której był właścicielem. Początkowo nawet mnie to trochę zbiło z tropu podczas czytania, a dosyć długie opisy dawnych losów majątku zaczynały nużyc, ale kiedy już wciagnęłam się w tę historię, dosłownie przepadłam. I przypomniałam sobie za co tak kocham twórczość Kańtor.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
8/10

niedziela, 22 marca 2026

Pod koronami oliwnych drzew

Tytuł: Pod koronami oliwnych drzew
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Lucky

"Uśmiecha się przez łzy. A jej uśmiech staje się najpiękniejszym widokiem. Chcę jej o tym powiedzieć, ale to byłby banał. Niespodziewane ciepło rozlewa się po całym moim ciele. Otworzyłem się przed nią, choć zżerała mnie niepewność. Teraz wiem, że lepiej wypowiedzieć parę słów za dużo i później móc ich żałować, niż żałować, że nie powiedziało się czegoś wcale."

Rosa żyje w małym włoskim miasteczku, gdzie każdy każdego zna i o wszystkim wie. Kocha to miejsce i jest tak samo kochana przez wszystkich. Ale nie każdy ma takie szczęście urodzić się w dobrej i szanowanej rodzinie. Przyjaciel jej brata - Marko, w którym dziewczyna się podkochiwała się w dzieciństwie nie miał tak łatwego życia, a przez tragiczne wydarzenia musiał opuścić miasteczko i swoich przyjaciół.


"Przyjechałem tu, bo oczekiwałem szczerości. Sądziłem, że z nią będzie mi lżej. Myliłem się."

Po latach Marco postanowił wrócić do miasteczka, by zamknąć ten rozdział w życiu i rozliczyć się z trudną przeszłością. Jego powrót burzy spokój sennego miasteczka. Mężczyzna jest jeszcze przystojniejszy niż jako nastolatek, ubiera się jak człowiek sukcesu, a plotki głoszą, że chce odbudować rodzinną tłocznię oliwy. Przy jego boku szybko zjawia się jego była dziewczyna Stella, uważana za miejscową piękność. Marko jednak nieoczekiwanie dla siebie samego nie może wyrzucić z pamięci zielonych oczu młodszej siostry dawnego przyjaciela...


"Ale nie da się cofnąć czasu. Można próbować naprawić tylko konsekwencje popełnionych błędów, by nie trwonić kolejnych godzin."

Od jakiegoś czasu książek w Włoskim klimacie jest całkiem sporo na rynku wydawniczym. Ja uwielbiam klimat Włoch i z przyjemnością po nie sięgam, ale ciężko jest trafić na historię godną uwagi. Tym razem trafiłam. Och, a co to była za historia. Małomiasteczkowy i włoski klimat. Miasteczko, gdzie każdy każdego zna, z urokliwymi uliczkami, gorącym słońcem, zapachem kawy, makaronu, śródziemnomorskiej bryzy, gajów oliwnych... Aż chce się tam przenieść i poczuć to na własnej skórze. A do tego przepiękna historia miłosna oparta na wspomnieniach z przeszłości, pełna ciepła i delikatności. Relacja Rosy i Marco jest przedstawiona bardzo subtelnie z odrobiną iskry. Została tak naturalnie przedstawiona, że wydaje się całkowicie realna. Nie wszystko jest jednak takie bajkowe, sielankowe. Autorka świetnie potrafi budować napięcie i namieszać w życiu bohaterów, a przecież to głównie napędza powieść. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. Nie spodziewałam się aż takich emocji i że aż tak ją przeżyję. Z pewnością wrócę do niej nie raz, by zanurzyć się w tym cudownym włoskim klimacie jeszcze raz przeżyć to wszystko.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky.

Moja ocena:
9/10