poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Akuszerka z Sensburga

Tytuł: Akuszerka z Sensburga
Autor: Katarzyna Enerlich
Cykl: Akuszerka z Snesburga (1)
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: MG

"To zadziwiające: śmierć męża dała jej tę nieznaną wcześniej siłę i pewność na dalsze życie. Gdyby był z nią, nigdy nie ośmieliłaby się przejąć kontroli nad własnym losem. Rodziłaby mu kolejne dzieci, żyła jak inne kobiety we wsi, doiła kolejne krowy, tkała kolejne płótna i bieliła je za domem. Teraz, gdy go nie było, stała się odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za Mariannę."


Stanisława jest młoda i ma wszystko o czym tylko dziewczyna w jej czasach mogłaby marzyć. Ma dobrego i pracowitego męża, który o nią dba, wspólnie wykańczają nowy dom i spodziewają się dziecka. Niczego im nie brakuje, jest pełnia lata i wszystko wydaje się takie piękne. Niejedna zazdrości Stasi, a ona jest szczęśliwa i z ufnością patrzy w przyszłość.



"Las o świcie jawił się jak panna na wydaniu. Srebrzył się i mienił kroplami rosy i wieńcami pajęczyn, doświetlony smugami wschodzącego słońca przenikającymi przez wysokie korony drzew."

Wszystko zmienia się w dniu, kiedy nagle umiera jej mąż, a na świat przychodzi córka Marianna. Młoda kobieta musi zmierzyć się z samotnością i trudnym życiem w pojedynkę z małym dzieckiem. Nieoczekiwanie dla samej siebie i wbrew oczekiwaniom rodziców postanawia zająć się zielarstwem i rozpoczyna szkolenie pod okiem okolicznej znachorki. Uczy się także akuszerstwa. Kiedy we wsi pojawiają się nowi sąsiedzi i opowiadają o mieście Sensburg, zaintrygowana Stanisława postanawia rozpocząć tam kolejny etap w życiu.


"Na wszelkie załamanie zawsze najlepsza jest praca. Do pracy dołączyła nauka."

Myśleliście kiedyś o tym, że chcielibyście przenieść się w czasie? Ja marzę o tym bez przerwy. Naprawdę wiele bym dała, żeby choć przez chwilę zobaczyć życie moich pradziadków, ich ślub, ich codzienność, pracę przy żniwach, sianokosach czy zbieraniu ziemniaków. Niestety to marzenie nigdy się nie zdarzy, choć pomarzyć zawsze można. Oprócz tego zawsze mogę sięgnąć po książkę, która przybliży mi ówczesne realia. Jedną z nich jest seria od Katarzyny Enerlich, którą rozpoczyna właśnie Akuszerka z Sensburga. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc wiedziałam czego mogę się spodziewać i tym razem również się nie zawiodłam. Autorka tworzy historie z niesamowitym klimatem minionych czasów. Przybliża realia i problemy z jakimi borykali się nasi przodkowie, nie szczędząc im przy cierpienia. Tym razem padło na młodą wdowę z dzieckiem, która zapragnęła innego życia niż tego jakie prowadziła do tej pory ona i kobiety we wsi. Autorka tak świetnie opowiedziała jej historię, że niemal można poczuć zapach ziół, które bohaterka zbierała, suszyła i gromadziła. Nie zabrakło tu także innych wątków, które z równą przyjemnością śledziłam. Podsumowując, Akuszerka z Sensburga jest świetnym początkiem serii, w której królują zielarstwo i umiłowanie natury.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
9/10


piątek, 21 sierpnia 2026

Trędowata

Tytuł: Trędowata
Autor: Helena Mniszkówna
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 594
Wydawnictwo: MG


"Dlaczego ta dziewczyna wywiera wrażenie zupełnie odmienne od znanych dotychczas? Dlaczego pociąga nieprzepartą siłą, staje mu się upragnioną, niemal drogą? Ona. którą przed paru miesiącami chłostał często cynicznym dowcipem, prześladował, drażnił... Za co? dlaczego?!"


Skromna szlachcianka Stefcia Rudecka pracuje jako guwernantka w pałacu hrabiny Elzonowskiej. Ordynatowi Waldemarowi Michorowskiemu jawi się jako panna bez skazy, która stanowi dla niego wyzwanie. Podejmuje się go i obiecuje sobie, że ją zdobędzie. Nie spodziewa się jednak, że ta z pozoru zwyczajna panna tak go oczaruje...


 "Cóż to za dziewczyna?... Bo nie anielica, a ma czystość anioła... nie demon, a ma temperament i ogień szatański. Fenomenalne! Czyż dla zdobycia jej mam się przemienić w anioła?... Nie, tego nie potrafię. Zresztą nie pragnę jej anielskości. Przeciwnie, chcę, aby mi oddała to wszystko, co jest w niej z demona, anielskość chowając dla przyszłego męża."

Próbując uwieść Stefcię, Ordynat Michorowski sam wpada w pułapkę własnych sideł i zakochuje się. Owładnięty miłością postanawia poślubić niemajętną szlachciankę, co spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem familii, dla której ten związek to nieakceptowalny mezalians. Michorowski jednak nie zamierza się poddać i rozpoczyna batalię ze swoją sferą o przyszłe szczęście u boku kobiety, bez której nie wyobraża sobie życia.


"- Żałuje pani tych chwil?
- Żałuję, że minęły."

Gdybym miała wybrać dziesięć książek, które będę czytać do końca życia to ta z pewnością znalazłaby się wśród nich. Trędowatą poznałam będąc jeszcze nastolatką i już wtedy się nią zachwyciłam. Była jedną z niewielu powieści, które zdecydowałam się przeczytać po poznaniu adaptacji filmowej. Fabuła opiera się na nieśmiertelnym schemacie Kopciuszka. Gdybym miała na nią spojrzeć przez pryzmat współczesności to, powiedziałabym, że mamy tu typowego bad-boya, który chce uwieść i wykorzystać niewinną dziewczynę, ale podczas prób zakochuje się w niej. A ja zawsze takie historie kupuję, zachwycam się nimi i jeszcze długo nimi żyję. Tutaj dodatkowo jest przecudowny klimat polskich sfer schyłku XIX wieku, bale, luksusowe majątki, zamki i pałace, przepych, przyjęcia w ogrodzie. Nikt tak świetnie nie oddaje tego klimatu jak Mniszkówna. Podczas czytania miałam wrażenie jakbym się tam przeniosła i to już od pierwszej strony i chociaż książka jest spora objętościowo to jej czytanie upłynęło mi zbyt szybko. Jestem pewna, że jeszcze nie raz zanurzę się w tym świecie i mam nadzieję, że Was przekonałam do tego samego. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
10/10



czwartek, 20 sierpnia 2026

Tam, gdzie rosną winogrona

Tytuł: Tam, gdzie rosną winogrona
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Lucky

"Uświa­do­mi­łem sobie, że nikt z nas nie jest sa­mot­ną wyspą. To, co ro­bi­my, ma wpływ na nasze oto­cze­nie, mniej­szy lub więk­szy. Cza­sa­mi jedna spra­wa uru­cha­mia całe do­mi­no i wszyst­ko wokół za­czy­na się sypać. Mam na­dzie­ję, że to już ko­niec. Że wszyst­kie kost­ki mo­je­go do­mi­na zdą­ży­ły się już wy­wró­cić. Muszę zna­leźć w sobie tyle sił, by teraz wszyst­ko po­dźwi­gnąć na nowo."

Znacie takich ludzi, którym dosłownie wszystko zawsze się układa? To Gianna zdecydowanie nie należy do tej grupy. Los nie oszczędzał jej od dnia narodzin. Nigdy nie poznała i nie miała też szczęścia w rodzinach zastępczych. Nie zaznała normalnego dzieciństwa, ani poczucia stabilności. Wchodząc w dorosłość wciąż miała pod górkę. Głodna i zdesperowana decyduje się na drobną kradzież. Pech chciał, że nie zostało to niezauważone.


"
Życie po­ka­za­ło mi już ty­sią­ce razy, że za wła­sne sła­bo­ści za­wsze trze­ba za­pła­cić wy­so­ką cenę."

Trochę więcej szczęścia miał Adriano, chłopak, którego Gianna poznała w jednej z licznych rodzin zastępczych. Po osiągnięciu pełnoletności odziedziczył po dziadkach winnicę. Dzięki temu całkiem nieźle radzi sobie w życiu. Stał się przedsiębiorcą, zatrudnia sporą grupę ludzi, posiada własny dom i dziewczynę. Adriano spotyka Giannę, kiedy dziewczyna jest już na dnie i wyciąga do niej pomocną dłoń. Oboje nie wiedzą jeszcze jak ta jedna decyzja zmieni ich życie.



"
Mówi się, że wy­gnie­cio­na kart­ka po wy­pro­sto­wa­niu już nigdy nie bę­dzie taka sama. Ja wie­rzę w to, że cho­ciaż Gian­na spa­rzy­ła się na lu­dziach tyle razy, nasza wspól­na karta wciąż jesz­cze nie musi tra­fić do kosza."

To jest już moje drugie spotkanie z autorką i w przeciwieństwie do poprzedniej, ta historia nie do końca przypadła mi do gustu. Nie jest to jednak wina kwestii technicznych, a po prostu mojego subiektywnego odczucia. Mimo, że nie udało mi się poczuć więzi z bohaterami to, oczarował mnie włoski klimat, który autorka potrafi stworzyć jak chyba nikt inny. Zakochałam się w malowniczych widokach, smaku wina i tej cudownej atmosferze. Momentami miałam wrażenie, jakbym dosłownie przeniosła się tam i wraz z Gianną pracowała w winnicy czy zwiedzała okolicę. To tło wciągnęło mnie o wiele bardziej niż historia miłosna, której w zasadzie nie mam nic zarzucenia, ale zwyczajnie mnie nie porwała. Świetnym zabiegiem było wprowadzenie do powieści włoskich sformułowań i wyrażeń. Zawsze wywołuje to u mnie radość, bo uwielbiam ten język i uczę się go, a ponadto buduje to klimat. Nie zabrakło tu także emocji i ważnego przesłania o dawaniu drugich szans. Mimo, że ta historia nie do końca mnie kupiła to z przyjemnością poznam inne historie autorki w tym cudownym włoskim klimacie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Luky.

Moja ocena:
7/10