czwartek, 2 kwietnia 2026

Ostatni spisek

Tytuł: Ostatni spisek. Mazurskie kulisy zamachu na Hitlera
Autor: Gabriela Anna Kańtor
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: MG

"- Współczesny człowieku, jeżeli pozwolisz władzy przyjść po kogokolwiek, po komunistów, związkowców, socjaldemokratów czy po Żydów - to gdy przyjdą po ciebie, nie będzie już nikogo, kto mógłby cię obronić."


Heinrih von Lehndorff, zwany Heinim, ostatni pan na Sztynorcie przez lata przygotowywał się do objęcia upadającej posiadłości swego wuja. Wychowywany w duchu obowiązku i odpowiedzialności okazał się świetnym zarządcą i gospodarzem. Za jego czasów majątek rozkwitł, a pracownicy doceniali dobroć jego właściciela. W majątku rozkwitła też miłość jego i jego żony hrabianki Gottlibe von Kalnein zwanej przez niego Mausi. Doczekali się tam uroczych córek, które wychowali w duchu dobra i życzliwości.


"Wszystko ma swój koniec. Tylko kiełbasa ma dwa."

Druga Wojna Światowa odcisnęła zarówno na nich jak i ich pałacu piętno. Najbardziej reprezentacyjną część pałacu musieli oddać Ribenttropowi. Będąc życzliwymi ludźmi pełnymi dobra, nie mogli znieść okrutnych działań Adolfa Hitlera. W związku z tym hrabia Heinrih von Lehndorff wraz z innymi, m. in. Clausem von Stauffenberg, Henningiem von Tresckow postanowili zawiązać spisek na życie Hitlera.


"Być może najwyższym stopniem miłości jest kochać, nie posiadając."

Jak to u Gabrieli Kańtor bywa, postaci historyczne, nie są tylko nazwiskami znanymi z podręcznika. Stają się bohaterami z krwi i kości, pełnymi uczuć, emocji i nadziei, strachu i bólu. To ludzie, którzy kochają, czują, maja wielkie plany i marzenia. Autorka cudownie oddaje ich emocje i charaktery. To są postaci, obok których nie można przejść obojętnie. Ich chce się poznać, zaprzyjaźnić z nimi, trafić do ich świata. I to jakiego świata. Kańtor to mistrzyni opisywania miejsc, którym poświęciła sporo uwagi. Po przeczytaniu tej powieści od razu zapragnęłam zobaczyć Mazury. Mimo iż tytuł i opis z tyłu okładki sugerują, że jest to opowieść o spisku, w rzeczywistości to historia hrabiego Lehndorffa i posiadłości, której był właścicielem. Początkowo nawet mnie to trochę zbiło z tropu podczas czytania, a dosyć długie opisy dawnych losów majątku zaczynały nużyc, ale kiedy już wciagnęłam się w tę historię, dosłownie przepadłam. I przypomniałam sobie za co tak kocham twórczość Kańtor.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
8/10

niedziela, 22 marca 2026

Pod koronami oliwnych drzew

Tytuł: Pod koronami oliwnych drzew
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Lucky

"Uśmiecha się przez łzy. A jej uśmiech staje się najpiękniejszym widokiem. Chcę jej o tym powiedzieć, ale to byłby banał. Niespodziewane ciepło rozlewa się po całym moim ciele. Otworzyłem się przed nią, choć zżerała mnie niepewność. Teraz wiem, że lepiej wypowiedzieć parę słów za dużo i później móc ich żałować, niż żałować, że nie powiedziało się czegoś wcale."

Rosa żyje w małym włoskim miasteczku, gdzie każdy każdego zna i o wszystkim wie. Kocha to miejsce i jest tak samo kochana przez wszystkich. Ale nie każdy ma takie szczęście urodzić się w dobrej i szanowanej rodzinie. Przyjaciel jej brata - Marko, w którym dziewczyna się podkochiwała się w dzieciństwie nie miał tak łatwego życia, a przez tragiczne wydarzenia musiał opuścić miasteczko i swoich przyjaciół.


"Przyjechałem tu, bo oczekiwałem szczerości. Sądziłem, że z nią będzie mi lżej. Myliłem się."

Po latach Marco postanowił wrócić do miasteczka, by zamknąć ten rozdział w życiu i rozliczyć się z trudną przeszłością. Jego powrót burzy spokój sennego miasteczka. Mężczyzna jest jeszcze przystojniejszy niż jako nastolatek, ubiera się jak człowiek sukcesu, a plotki głoszą, że chce odbudować rodzinną tłocznię oliwy. Przy jego boku szybko zjawia się jego była dziewczyna Stella, uważana za miejscową piękność. Marko jednak nieoczekiwanie dla siebie samego nie może wyrzucić z pamięci zielonych oczu młodszej siostry dawnego przyjaciela...


"Ale nie da się cofnąć czasu. Można próbować naprawić tylko konsekwencje popełnionych błędów, by nie trwonić kolejnych godzin."

Od jakiegoś czasu książek w Włoskim klimacie jest całkiem sporo na rynku wydawniczym. Ja uwielbiam klimat Włoch i z przyjemnością po nie sięgam, ale ciężko jest trafić na historię godną uwagi. Tym razem trafiłam. Och, a co to była za historia. Małomiasteczkowy i włoski klimat. Miasteczko, gdzie każdy każdego zna, z urokliwymi uliczkami, gorącym słońcem, zapachem kawy, makaronu, śródziemnomorskiej bryzy, gajów oliwnych... Aż chce się tam przenieść i poczuć to na własnej skórze. A do tego przepiękna historia miłosna oparta na wspomnieniach z przeszłości, pełna ciepła i delikatności. Relacja Rosy i Marco jest przedstawiona bardzo subtelnie z odrobiną iskry. Została tak naturalnie przedstawiona, że wydaje się całkowicie realna. Nie wszystko jest jednak takie bajkowe, sielankowe. Autorka świetnie potrafi budować napięcie i namieszać w życiu bohaterów, a przecież to głównie napędza powieść. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. Nie spodziewałam się aż takich emocji i że aż tak ją przeżyję. Z pewnością wrócę do niej nie raz, by zanurzyć się w tym cudownym włoskim klimacie jeszcze raz przeżyć to wszystko.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky.

Moja ocena:
9/10

wtorek, 24 lutego 2026

Kuchnia naszych babek

Tytuł: Kuchnia naszych babek
Autor: Małgorzata Kur
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Publicat

"W starych książkach kucharskich można znaleźć wiele przepisów na desery z morelami. Owoce te były szalenie popularne. Wykorzystywano je jako nadzienie do ciast i ciasteczek, robiono z nich galaretki, soki oraz powidła, które zimą zastępowały w wypiekach świeże owoce i świetnie sprawdzały się w tortach."


Nie uważam się za zbyt dobrą kucharkę, lubię jednak czasami wypróbować nowy przepis. Z kolei klimaty retro uwielbiam, czy to sukienki, filmy, muzyka czy taniec, a nawet... kuchnia. Do tego w ostatnim czasie zaczęłam interesować się historią swojej rodziny i życiem codziennym moich przodków. W związku z tym nie mogłam przegapić tej książki.


"Choć dziś mamy nieograniczony dostęp do produktów z całego świata, a owoce, warzywa i mięso przestały być produktami sezonowymi, myślę, że kuchnia tamtych czasów była znacznie bardziej urozmaicona niż dzisiejsza."

Zastanawiałyście się może kiedyś co jadły Wasze mamy, babki i prababki? Ja tak i podzielę się z Wami moją historią. Siedząc w jednym z Rzeszowskich lokali, po pracy z koleżanką na pizzy, ciastku i ciepłej herbacie, obsługiwana przez miłą panią kelnerkę pomyślałam jak bardzo moje życie różni się od życia mojej przodkini, która żyła 200 lat temu. Ewa, wyszła za mąż w wieku 14 lat, urodziła sporą gromadkę dzieci i zmarła dość młodo. Całym jej życiem była praca na roli i doglądanie dzieci. W zasadzie niewiele o niej wiem. Nawet nie wiem co jadła, wiadomo, że prosto, jak to na wsi w tamtych czasach, ale szczegółów brak. Za to wiem, dzięki Pani Małgorzacie Kur, co gotowały i jadły kobiety w okresie od połowy XIX do połowy XX wieku.


"Dawniej wiosna była najbardziej wyczekiwaną porą roku. Na wsi często na przednówku wszystkie zapasy zostały już zjedzone, zanim młode rośliny zdążyły wyrosnąć."

To co mnie zachwyciło w pierwszej kolejności to przepiękne wydanie. Twarda okładka, elegancka ze złotym tłoczonym napisem, a do tego subtelna. W środku klimatyczne wprowadzenie, wiele ciekawych informacji o przeszłości, o tym jak dawniej wyglądały książki kucharskie, co się w nich znajdowało... No i przepisy, nieocenione. Autorka odtworzyła je z zachowaniem wszystkich składników i dokładnych proporcji, a przy tym dostosowała do naszych realiów. Ponadto do każdego przepisu załączone zdjęcie i krótki opis danego przepisu czy głównego składniku wykorzystanego w daniu. Przepisy nie są skomplikowane, składniki dań są dostępne praktycznie w każdym sklepie, a ich przygotowanie (większości) nie zajmuje jakoś specjalnie dużo czasu. Myślę, że nawet osoby z małym szczęściem w kuchni będą potrafiły wykorzystać większość przepisów i przygotować smaczne danie czy to na słodko czy na słono, a przy tym przenieść się w przeszłość przodków i doświadczyć choć w minimalnym stopniu tego co oni zajadając się tymi samymi potrawami.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Publicat. 

Moja ocena:
10/10