czwartek, 2 kwietnia 2026

Ostatni spisek

Tytuł: Ostatni spisek. Mazurskie kulisy zamachu na Hitlera
Autor: Gabriela Anna Kańtor
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: MG

"- Współczesny człowieku, jeżeli pozwolisz władzy przyjść po kogokolwiek, po komunistów, związkowców, socjaldemokratów czy po Żydów - to gdy przyjdą po ciebie, nie będzie już nikogo, kto mógłby cię obronić."


Heinrih von Lehndorff, zwany Heinim, ostatni pan na Sztynorcie przez lata przygotowywał się do objęcia upadającej posiadłości swego wuja. Wychowywany w duchu obowiązku i odpowiedzialności okazał się świetnym zarządcą i gospodarzem. Za jego czasów majątek rozkwitł, a pracownicy doceniali dobroć jego właściciela. W majątku rozkwitła też miłość jego i jego żony hrabianki Gottlibe von Kalnein zwanej przez niego Mausi. Doczekali się tam uroczych córek, które wychowali w duchu dobra i życzliwości.


"Wszystko ma swój koniec. Tylko kiełbasa ma dwa."

Druga Wojna Światowa odcisnęła zarówno na nich jak i ich pałacu piętno. Najbardziej reprezentacyjną część pałacu musieli oddać Ribenttropowi. Będąc życzliwymi ludźmi pełnymi dobra, nie mogli znieść okrutnych działań Adolfa Hitlera. W związku z tym hrabia Heinrih von Lehndorff wraz z innymi, m. in. Clausem von Stauffenberg, Henningiem von Tresckow postanowili zawiązać spisek na życie Hitlera.


"Być może najwyższym stopniem miłości jest kochać, nie posiadając."

Jak to u Gabrieli Kańtor bywa, postaci historyczne, nie są tylko nazwiskami znanymi z podręcznika. Stają się bohaterami z krwi i kości, pełnymi uczuć, emocji i nadziei, strachu i bólu. To ludzie, którzy kochają, czują, maja wielkie plany i marzenia. Autorka cudownie oddaje ich emocje i charaktery. To są postaci, obok których nie można przejść obojętnie. Ich chce się poznać, zaprzyjaźnić z nimi, trafić do ich świata. I to jakiego świata. Kańtor to mistrzyni opisywania miejsc, którym poświęciła sporo uwagi. Po przeczytaniu tej powieści od razu zapragnęłam zobaczyć Mazury. Mimo iż tytuł i opis z tyłu okładki sugerują, że jest to opowieść o spisku, w rzeczywistości to historia hrabiego Lehndorffa i posiadłości, której był właścicielem. Początkowo nawet mnie to trochę zbiło z tropu podczas czytania, a dosyć długie opisy dawnych losów majątku zaczynały nużyc, ale kiedy już wciagnęłam się w tę historię, dosłownie przepadłam. I przypomniałam sobie za co tak kocham twórczość Kańtor.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
8/10

niedziela, 22 marca 2026

Pod koronami oliwnych drzew

Tytuł: Pod koronami oliwnych drzew
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Lucky

"Uśmiecha się przez łzy. A jej uśmiech staje się najpiękniejszym widokiem. Chcę jej o tym powiedzieć, ale to byłby banał. Niespodziewane ciepło rozlewa się po całym moim ciele. Otworzyłem się przed nią, choć zżerała mnie niepewność. Teraz wiem, że lepiej wypowiedzieć parę słów za dużo i później móc ich żałować, niż żałować, że nie powiedziało się czegoś wcale."

Rosa żyje w małym włoskim miasteczku, gdzie każdy każdego zna i o wszystkim wie. Kocha to miejsce i jest tak samo kochana przez wszystkich. Ale nie każdy ma takie szczęście urodzić się w dobrej i szanowanej rodzinie. Przyjaciel jej brata - Marko, w którym dziewczyna się podkochiwała się w dzieciństwie nie miał tak łatwego życia, a przez tragiczne wydarzenia musiał opuścić miasteczko i swoich przyjaciół.


"Przyjechałem tu, bo oczekiwałem szczerości. Sądziłem, że z nią będzie mi lżej. Myliłem się."

Po latach Marco postanowił wrócić do miasteczka, by zamknąć ten rozdział w życiu i rozliczyć się z trudną przeszłością. Jego powrót burzy spokój sennego miasteczka. Mężczyzna jest jeszcze przystojniejszy niż jako nastolatek, ubiera się jak człowiek sukcesu, a plotki głoszą, że chce odbudować rodzinną tłocznię oliwy. Przy jego boku szybko zjawia się jego była dziewczyna Stella, uważana za miejscową piękność. Marko jednak nieoczekiwanie dla siebie samego nie może wyrzucić z pamięci zielonych oczu młodszej siostry dawnego przyjaciela...


"Ale nie da się cofnąć czasu. Można próbować naprawić tylko konsekwencje popełnionych błędów, by nie trwonić kolejnych godzin."

Od jakiegoś czasu książek w Włoskim klimacie jest całkiem sporo na rynku wydawniczym. Ja uwielbiam klimat Włoch i z przyjemnością po nie sięgam, ale ciężko jest trafić na historię godną uwagi. Tym razem trafiłam. Och, a co to była za historia. Małomiasteczkowy i włoski klimat. Miasteczko, gdzie każdy każdego zna, z urokliwymi uliczkami, gorącym słońcem, zapachem kawy, makaronu, śródziemnomorskiej bryzy, gajów oliwnych... Aż chce się tam przenieść i poczuć to na własnej skórze. A do tego przepiękna historia miłosna oparta na wspomnieniach z przeszłości, pełna ciepła i delikatności. Relacja Rosy i Marco jest przedstawiona bardzo subtelnie z odrobiną iskry. Została tak naturalnie przedstawiona, że wydaje się całkowicie realna. Nie wszystko jest jednak takie bajkowe, sielankowe. Autorka świetnie potrafi budować napięcie i namieszać w życiu bohaterów, a przecież to głównie napędza powieść. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. Nie spodziewałam się aż takich emocji i że aż tak ją przeżyję. Z pewnością wrócę do niej nie raz, by zanurzyć się w tym cudownym włoskim klimacie jeszcze raz przeżyć to wszystko.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky.

Moja ocena:
9/10

wtorek, 24 lutego 2026

Kuchnia naszych babek

Tytuł: Kuchnia naszych babek
Autor: Małgorzata Kur
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Publicat

"W starych książkach kucharskich można znaleźć wiele przepisów na desery z morelami. Owoce te były szalenie popularne. Wykorzystywano je jako nadzienie do ciast i ciasteczek, robiono z nich galaretki, soki oraz powidła, które zimą zastępowały w wypiekach świeże owoce i świetnie sprawdzały się w tortach."


Nie uważam się za zbyt dobrą kucharkę, lubię jednak czasami wypróbować nowy przepis. Z kolei klimaty retro uwielbiam, czy to sukienki, filmy, muzyka czy taniec, a nawet... kuchnia. Do tego w ostatnim czasie zaczęłam interesować się historią swojej rodziny i życiem codziennym moich przodków. W związku z tym nie mogłam przegapić tej książki.


"Choć dziś mamy nieograniczony dostęp do produktów z całego świata, a owoce, warzywa i mięso przestały być produktami sezonowymi, myślę, że kuchnia tamtych czasów była znacznie bardziej urozmaicona niż dzisiejsza."

Zastanawiałyście się może kiedyś co jadły Wasze mamy, babki i prababki? Ja tak i podzielę się z Wami moją historią. Siedząc w jednym z Rzeszowskich lokali, po pracy z koleżanką na pizzy, ciastku i ciepłej herbacie, obsługiwana przez miłą panią kelnerkę pomyślałam jak bardzo moje życie różni się od życia mojej przodkini, która żyła 200 lat temu. Ewa, wyszła za mąż w wieku 14 lat, urodziła sporą gromadkę dzieci i zmarła dość młodo. Całym jej życiem była praca na roli i doglądanie dzieci. W zasadzie niewiele o niej wiem. Nawet nie wiem co jadła, wiadomo, że prosto, jak to na wsi w tamtych czasach, ale szczegółów brak. Za to wiem, dzięki Pani Małgorzacie Kur, co gotowały i jadły kobiety w okresie od połowy XIX do połowy XX wieku.


"Dawniej wiosna była najbardziej wyczekiwaną porą roku. Na wsi często na przednówku wszystkie zapasy zostały już zjedzone, zanim młode rośliny zdążyły wyrosnąć."

To co mnie zachwyciło w pierwszej kolejności to przepiękne wydanie. Twarda okładka, elegancka ze złotym tłoczonym napisem, a do tego subtelna. W środku klimatyczne wprowadzenie, wiele ciekawych informacji o przeszłości, o tym jak dawniej wyglądały książki kucharskie, co się w nich znajdowało... No i przepisy, nieocenione. Autorka odtworzyła je z zachowaniem wszystkich składników i dokładnych proporcji, a przy tym dostosowała do naszych realiów. Ponadto do każdego przepisu załączone zdjęcie i krótki opis danego przepisu czy głównego składniku wykorzystanego w daniu. Przepisy nie są skomplikowane, składniki dań są dostępne praktycznie w każdym sklepie, a ich przygotowanie (większości) nie zajmuje jakoś specjalnie dużo czasu. Myślę, że nawet osoby z małym szczęściem w kuchni będą potrafiły wykorzystać większość przepisów i przygotować smaczne danie czy to na słodko czy na słono, a przy tym przenieść się w przeszłość przodków i doświadczyć choć w minimalnym stopniu tego co oni zajadając się tymi samymi potrawami.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Publicat. 

Moja ocena:
10/10

środa, 11 lutego 2026

Polska w anegdotach

Tytuł: Polska w anegdotach
Autor: Wojciech Wiercioch & Jolanta Szymska Wiercioch
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 640
Wydawnictwo: MG

"Na jednym z zebrań literackich, podkreślając czyjeś zasługi, zapalony mówca krzyknął:
-Niech żyje uczciwość!
-Z czego? - zapytał znajdujący się na sali Boy-Żeleński."


Jak w łatwy i przyjemny sposób poznać polską historię, kulturę i przede wszystkim mentalność w jednym? Oczywiście poprzez anegdoty. Bo tu obok siebie występują Bolesław Chrobry, Jan Paweł II i Tadeusz Boy-Żeleński, a także wiele innych postaci historycznych. 


"Anegdoty? Nie dla głupców!"

Jak twierdzi autor, anegdoty nie są dla głupców. By je zrozumieć i by one bawiły trzeba posiadać wiedzę, inteligencję i poczucie humoru. Cóż, pewnie i coś w tym jest, jednak i przy posiadaniu tych cech, momentami miałam wrażenie, jakbym słuchała sucharów z Familiady. Nie będę ukrywać, przy niektórych anegdotach, czułam wręcz zażenowanie jak przy nieśmiesznym żarcie. Tutaj jednak nie musiałam udawać, że mnie to bawi, bo anegdoty czytałam, a ich autor nie patrzył na mnie w oczekiwaniu na wybuch śmiechu. Miałam więc ten komfort, że mogłam wybrać, co chcę poznawać a co po prostu wolę pominąć. Nie wszystkie anegdoty były takie słabe, w dużej części zaczytywałam się z przyjemnością, niektóre mnie szczerze ubawiły, a większość przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Moją uwagę najbardziej przykuły te z XX-lecia międzywojennego, okresu, który fascynuje mnie pod każdym względem. No ale jak go nie kochać, kiedy w tym czasie żył król polskich anegdot - Bolesław Wieniawa-Długoszowski.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
6/10




środa, 28 stycznia 2026

Mądrość ciała

Tytuł: Mądrość ciała. Odkrywanie harmonii i uwolnienie napięć
Autor: Dorota Jędrasik
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 264
Wydawnictwo: Sensus

"Zdałam sobie sprawę, że złość, podobnie jak każda inna emocja, nie jest ani dobra, ani zła. Jest naturalnym ludzkim odczuciem, które jeśli nie znajduje zdrowego ujścia, kumuluje się w ciele, tworząc blokady i prowadząc do chorób."



Większość z nas chyba już zdaje sobie sprawę z tego, że nasze stany emocjonalne, gromadzone przez dłuższy czas nasilają problemy zdrowotne fizyczne. Nadciśnienie, kołatanie serca, problemy żołądkowo - jelitowe to tylko niektóre z nich. Umysł i ciało nie są odrębnymi bytami. Czas zadbać o umysł, by poprawić ciało.


"Współczesna nauka dostarcza nam coraz więcej dowodów na to, że emocje mogą być "lokalizowane" w różnych częściach ciała, a ich wpływ na nasze zdrowie fizyczne jest nie do przecenienia."

Ciało mówi. Sama się o tym przekonałam. Pod wpływem stresu dorobiłam się poważnych problemów żołądkowo-jelitowych, z którymi ciężko jest mi sobie poradzić już od dłuższego. Z tego względu zaczęłam też interesować się tym tematem i mimo, że z reguły sceptycznie podchodzę do wszelkich poradników, stwierdziłam, że może akurat w tym tytule znajdę mądrości, które mi się przydadzą.


"Stres wpływa na nasze ciało w sposób złożony i wielowymiarowy, prowadząc do szeregu negatywnych konsekwencji zdrowotnych."

Książka porusza temat wpływu emocji na ciało oraz zagadnień dotyczących psychosomatyki. Autorka opisała wszystko w przystępny sposób, bez specjalnej lekarskiej terminologii, w taki sposób, że łatwo wszystko zrozumieć i przyswoić, a przy tym powołała się na wiele prawdziwych historii swoich pacjentów. Ogromnym atutem tej pozycji są ćwiczenia, a w zasadzie kody qr do tych ćwiczeń, które po zeskanowaniu przekierowują do filmików na YouTobe, dzięki czemu łatwiej jest ich wykonywać. Jak dotąd nie spotkałam się z takim rozwiązaniem, a miałam okazję czytać tego typu książki z opisami ćwiczeń. Z filmikami jest o wiele łatwiej i istnieją mniejsze szanse na błędne ich wykonanie. Podsumowując, książka została dobrze napisana, od strony technicznej (kody qr) została dobrze rozplanowana, ale jednak nie do końca te techniki do mnie przemawiają. Oczywiście wyciągnęłam z niej trochę wiedzy o emocjach, jednak z wielu rzeczy zdawałam sobie już wcześniej sprawę, więc nie było to coś wielce odkrywczego. Każdy jednak sam musi sprawdzić, czy praca z ciałem pomoże mu okiełznać emocje. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sensus.

Moja ocena:
6/10

wtorek, 27 stycznia 2026

Wszystko, czego nauczyłam się o szczęściu dzięki smutkowi

Tytuł: Wszystko, czego nauczyłam się o szczęściu dzięki smutkowi
Tytuł oryginału: How to Be Sad: Everything I've Learned About Getting Happier by Being Sad
Autor: Helen Russell
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Insignis

"Życie jest serią porażek, a miłość może okazać się najbardziej ryzykownym przedsięwzięciem. Nikt nie jest odporny na cierpienie. Tylko głupiec może sobie wyobrażać, że wszystkie jego problemy zostaną rozwiązane, kiedy osiągnie sukces, zdobędzie bogactwo czy rzeszę fanów na Instagramie."

Wszyscy chcemy być szczęśliwi, a jeśli nawet nie wszyscy to zdecydowana większość. I raczej nikt nie lubi się smucić, uciekamy od tego smutku, żeby nas nie dogonił, odpychamy go, tłamsimy, zakopujemy głęboko... A co jeśli to nie na tym rzecz polega? A co jeśli musimy go przyjąć, by mogło po jawić się szczęście?


"Żaden akt dobroci, choćby najmniejszy, nigdy nie idzie na marne."

Autorka wie o smutku wiele. Jej pierwsze wspomnienia z dzieciństwa przesycone były smutkiem. Później wcale nie było lepiej, nagromadzony przez lata smutek musiał znaleźć ujście. Przyszedł czas, że trzebabyło coś z nim zrobić. Dzięki temu Helen odkryła, że smutek jest czymś normalnym, jest nam potrzebny, jest komunikatem. Poprzez pozwolenie sobie na poczucie smutku, na przeżycie go, możemy się uporać z nim i poznać szczęście. Brzmi wręcz niewiarygodnie? A może to jest takie proste?


"Im szybciej pogodzisz się z faktem, że życie jest niesprawiedliwe, tym będziesz szczęśliwszy."

Miniony rok był bardzo trudny, bardzo przytłaczający, obfitujący w wiele problemów. Ucierpiały na tym zarówno moje relacje jak i moje zdrowie. Czy gdybym potrafiła odpowiednio się smucić nie doszłoby do tego? Wątpię. Niemniej jednak ta książka wiele mnie nauczyła. Zaczęłam akceptować smutek, który przychodzi. Dopuszczam go do siebie, nie duszę, nie próbuję zmienić w złość. Dopuszczam, czuję, dosłownie go wysmucam, płaczę, aż poczuję ulgę. I to pomaga. Potem jest lżej, wszystko wydaje się lepsze, ten smutek już tak nie boli, jest jakby jaśniej i już jestem otwarta na radość i szczęście. Z pewnością nie w każdym przypadku będzie to tak działać, ale mnie już nie przeraża smutek tak bardzo jak kiedyś. To moja taka moja osobista część recenzji książki. A taka mniej to taka, że autorka odwaliła kawał dobrej roboty. Podzieliła się wieloma bolesnymi wspomnieniami ze swojego życia, które doprowadziły ją do kryzysu, do momentu, że nie dało się tego smutku już dalej upychać i trzebabyło coś z nim zrobić. Swoje osobiste przeżycia i wspomnienia splotła z wynikami wielu badań przeprowadzonych przez psychologów, psychiatrów, genetyków, neurobiologów i historyków, a także opowieściami wielu ludzi, którzy również wprowadzili tutaj różny punkt widzenia i przekazali wiele wartości. Dla mnie ta książka była świetnym początkiem do wielu zmian w moim życiu i jestem pewna, że dosłownie każdy będzie mógł się z niej wiele nauczyć.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
10/10

czwartek, 22 stycznia 2026

Finale

Tytuł: Finale
Autor: Becca Fitzpatrick
Cykl: Szeptem (4)
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Poradnia K

"Pamiętaj, że nie mam najmniejszego zamiaru pozwolić ci odejść. Mniejsza o to, czy będzie chciał nas rozdzielić inny mężczyzna, twoja matka, czy piekielne moce. Nie odpuszczę. Nigdy nie usłyszysz ode mnie słowa żegnaj."



Nora zawarła pakt z kimś gorszym niż sam diabeł - Hankiem Millarem, przywódcą Nefilów i… swoim biologicznym ojcem. Zobowiązała się, że po jego śmierci przejmie jego schedę. Na szali położyła życie swoje i swoich najbliższych. Jej uczucie do Patcha nigdy nie osłabło. Teraz ich związek stanął pod znakiem zapytania.


"- Ofiaruj mi pocałunek, który zostanie ze mną do naszego następnego spotkania."

Nora stanęła przed wyborem, albo obejmie dowództwo nad armią Nefilów, największych wrogów ukochanego albo odmówi, a tym samym narazi siebie i tych, których kocha na śmieć. Wszystko wskazuje na to, że okrutnej wojny nie da się uniknąć, a do tego pojawili się nowi wrogowie.


"Normalność skończyła się wraz z chwilą, kiedy w moje życie wkroczył Patch. Mój chłopak jest ode mnie wyższy o głowę, ma analityczny umysł, jest zwinny jak kot i mieszka sam w supertajnym szpanerskim apartamencie pod parkiem rozrywki w Delphic. Jego głęboki seksowny głos sprawia, że miękną mi kolana. Co więcej, Patch jest upadłym aniołem. Wyrzucili go z nieba, ponieważ zbyt swobodnie podchodził do panujących tam zasad. Jestem przekonana, że kiedy Patch pojawił się w moim życiu, normalność po prostu przestraszyła się i zwiała."

Uwielbiam tą serię i mam do niej ogromny sentyment i chociaż to Cisza skradła moje serce, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego zakończenia tej historii. Ten tom jest trochę inny, w końcu Nora i Patch stają się partnerami, nie ma między nimi tajemnic i niedomówień, razem walczą z problemami, wyzwaniami, które stawia przed nimi los i o lepsze jutro. Autorka po raz kolejny świetnie opisała relacje jakie panują między upadłymi aniołami, nefilami i archaniołami. Do tego wprowadziła całkiem sporo napięcia i ciekawych zwrotów akcji, których zupełnie się nie spodziewałam. Żałuję, że moja przygoda z bohaterami dobiegała końca i z pewnością wrócę do niej nie raz.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

Moja ocena:
9/10


czwartek, 8 stycznia 2026

Cisza

Tytuł: Cisza
Tytuł oryginału: Silence
Autor: Becca Fitzpatrick
Cykl: Szeptem (3)
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Poradnia K


"-Fajna noc. - Zdjęłam kask i podałam go Patchowi. - Jestem zakochana w twojej pościeli.
-Tylko w niej się kochasz?
-Nie, w materacu też.
"


Nora budzi się na cmentarzu przy grobie swojego ojca. Nie wie jak ani skąd się tam wzięła. Nie pamięta nic sprzed paru ostatnich miesięcy. Nie pamięta też Patcha, swojego ukochanego, ale czuję desperacką potrzebę podążania za parą czarnych oczu widywanych w snach.


"Jesteś moja, Aniele. I nie pozwolę, by cokolwiek to zmieniło."

Nora czuję się zagubiona i sfrustrowana przez zanik pamięci. Wszystko wskazuje na to, że ktoś wymazał jej pamięć, ale w jakim celu? Nora nie należy do osób, które czekają bezczynnie na cud, ona bierze sprawy w swoje ręce i je rozwiązuje. Postanawia zrobić tak i tym razem.



"Nie rozumiał, że cokolwiek jest lepsze od niczego. Że szklanka pełna do połowy jest lepsza od pustej. Niewiedza to najgorsza forma upokorzenia i cierpienia."

Cisza to mój ulubiony tom tej serii i zarazem pierwszy, który przeczytałam jako nastolatka. Zakochałam się w tajemniczym, mrocznym upadłym aniele. To był mój pierwszy mąż książkowy. Mężczyzna lojalny, oddany, poświęcił wszystko dla miłości, a do tego przystojny niczym sam diabeł, trochę arogancki i sarkastyczny. Och dobrze, że tacy mężczyźni są chociaż w książkach. Norę z kolei bardzo polubiłam za jej upór i siłę charakteru, nie irytowała mnie tak jak w poprzednich tomach, trochę wydoroślała. A ta chemia miedzy bohaterami, to przyciągnie… i do tego mroczny klimat, tajemnice… jak dla mnie to idealny przepis na świetną historię, który autorka doskonale wykorzystała i stworzyła powieść, która wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała w napięciu aż do samego końca. Cisza to jedna z tych powieści, do której będę często wracać do nigdy mi się nie znudzi.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poradnia K.

Moja ocena:
9/10



sobota, 3 stycznia 2026

Cały ten Marvel

Tytuł: Cały ten Marvel. Niesamowita podróż po uniwersum Marvela - epopei 27 tysięcy komiksów
Tytuł oryginału: All of the Marvels
Autor: Douglas Wolk
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: Insignis

"Ze sposobu, w jaki współpracownicy Lee wypowiadali się o nim później, można by wnieść, że miał więcej niż jedno oblicze: człowieka, który ocalił ich od zapomnienia i rozsławił ich nazwiska, okradł ze słusznej sławy, niewłaściwie interpretował i tłumił ich wizje, a także wypolerował ich dzieła na błysk."

Ciężko spotkać osobę, która chociaż nie słyszała o Marvelu. Chyba każdy zna chociaż jedną postać z tego uniwersum - Iron Man, Spider Man, Kapitan Ameryka, Hulk albo Thor. Niektórzy znają ich z filmów (jak ja), inni z komiksów. Ci bardziej wtajemniczeni pewnie wiedzą, że uniwersum jest bardzo skomplikowane, istnieją różne światy, różne linie czasowe... Czasami ciężko to ogarnąć rozumem, zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. I tu z pomocą przychodzi Douglas Wolk, który przeczytał wszystkie komiksy i dogłębnie poznał to uniwersum i postanowił się tym podzielić.


"Zakładam, że żyjemy we wszechświecie, który sprzyja opowieściom. Wszechświecie, w którym żadna z nich nie ma końca; w którym wszystko ma dalszy ciąg."

Douglas Wolk zamieścił w tej książce wiele wartościowych informacji. Przedstawił powstanie wydawnictwa i głównych twórców, oraz wytłumaczył na czym polegał fenomen Stana Lee (wcześniej myślałam, że to on jest jedynym autorem komiksów, ale też nie wiedziałam, że jest ich aż tyle). Do tego świetnie wytłumaczył powiązania komiksów z ówczesną sytuacją historyczną, jak zawsze te komiksowe sytuacje przenikają się z polityką i wydarzeniami historycznymi. Nie zabrakło tu też zobrazowania różnych chronologii czasu, co dla mnie było niesamowite i faktycznie wiele wyjaśniło. Tłumacząc te różne zagadnienia autor posłużył się streszczaniem poszczególnych komiksów, więc można pod tym względem spodziewać się trochę spojlerów. 



"Dobro nie bierze się z charakteru. Bierze się z działania."

Jak już zdążyliście się zorientować Marvela znam jedynie z filmów, nie czytałam ani jednego komiksu i wiele z tej książki się dowiedziałam, całkiem sporo rzeczy mnie też zaskoczyło. To co o jako pierwsze mi się nasuwa na myśl o niej to to, że była dosyć chaotyczna. Autor zamieścił tu na prawdę mnóstwo informacji, ale miałam wrażenie, że były trochę nie do końca poukładane i czułam jakby skakał po tematach. Pisał o konkretnym komiksie, opisywał dany temat, a nagle jakiś nowy wyskakiwał nie wiadomo skąd. Odrobinę mnie to irytowało i wpłynęło na to, że z czasem to szukałam wybiórczych informacji, a nie czytałam dokładnie jego wywodów. Niemniej jednak uważam książkę za świetną pozycję dla fanów Marvela i dla tych, którzy chcą rozpocząć przygodę z tymi komiksami, a także dla każdego kto jest jej ciekawy, bo na brak informacji i ciekawostek nie można narzekać. 


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
6/10