czwartek, 10 września 2026

Przerwane linie serca

Tytuł: Przerwane linie serca
Autor: Magdalena Artomska - Białobrzeska
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 258
Wydawnictwo: Novae Res


"Przeszłość zmieszała się z teraźniejszością, jakby czas zatoczył krąg i odnalazł drogę, by wskazać, którędy od zawsze powinny były podążać nasze stęsknione, obarczone karmicznym przywiązaniem dusze."



Piotr jest wpływowym biznesmenem i byłym senatorem. Kiedy otrzymuje propozycję udziału w polityczno-gospodarczej rozgrywce, zgadza się, ale stawia warunek. Chce, aby do projektu dołączyła Agnieszka, jego dawna miłość i matka jego dziecka.




"Decyzja leży w twoich rękach!"

Przed laty Piotr i Agnieszka przeżyli płomienny romans, który jednak nie przewał próby czasu. Dziś oboje znajdują w niedających im szczęścia relacjach. Agnieszka pała do byłego kochanka nienawiścią, ale też trawi ją płomień tęsknoty. Piotr z kolei pragnie wykorzystać nadarzającą się okazję, by się do niej zbliżyć. Ale czy echo dawnego uczucia może jeszcze powrócić?

 


"A ze mnie taka Julia, jak z mojego męża Romeo."


Długo przymierzałam się do napisania tej recenzji, bo książka zupełnie mi się nie podobała. Podczas czytania jej męczyłam się niemiłosiernie. Uwielbiam motyw drugich szans, ale ten tutaj mnie nie przekonał. Nie polubiłam bohaterów, w szczególności Piotra. Był trochę ordynarny, nie znalazłam w nim żadnej cechy, którą bym w nim polubiła. No może trochę to, że był zakochany od lat w Agnieszce, ale też nie do końca było to dla mnie przekonujące. Co do Agnieszki to było mi jej żal. Było mi żal tego jak wygląda jej życie, nieudane małżeństwo i to jak się ogólnie ciągle ze wszystkim męczyła. Ale to za mało, by zapałać do kogoś sympatią. Czytając recenzje tej książki spotkałam się wielokrotnie z tym, że ta historia dostarcza emocji. No mi nie dostarczyła. Czułam jedynie nudę i niesmak. Jestem chyba jednak wyjątkiem, dlatego myślę, że warto będzie przeczytać tę powieść i samemu wyrobić sobie o niej opinię. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Moja ocena:
2/10

piątek, 28 sierpnia 2026

Usłysz jak słuchają kobiety

Tytuł: Usłysz jak słuchają kobiety
Tytuł oryginału: Hark: How Women Listen
Autor: Alice Vincent
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Insignis


"Kiedy pierwszy raz zobaczyłam kamerton, byłam małą dziewczynką. Mój ojciec uderzył nim o udo i postawił go na drewnianym stole. Pamiętam, że upiornie wysoki ton, który się wtedy rozległ, brzmiał niemal nieprawdopodobnie. Miałam wrażenie, że ktoś go wyczarował."

Podobno kobiety są dobrymi słuchaczkami. Może wynika to z wrażliwości, może nieśmiałości, albo też większej uważności. We współczesnym świecie słuchanie nie jest łatwe. Zewsząd jesteśmy bombardowani przeróżnymi informacjami, podczas zakupów towarzyszy nam muzyka czy reklamy, a na ulicy słychać ciągły szum. Nie trudno o przebodźcowanie, prawda?


"Na pewnym etapie życia nic nie miało dla mnie większego znaczenia niż dźwięki, bo poruszały moje ciało i koiły mój mózg; wstępowałam dzięki nim na wyższy poziom istnienia."

Dla Alice Vincent dźwięki już od dzieciństwa stanowiły ważną część życia. Podobnie jak wiele z nas Alice w pewnym momencie zaczęła zmagać się z przebodźcowaniem. Przełomowym momentem w jej życiu było usłyszenie bicia serca swojego dziecka. Po jego urodzeniu dźwięków pojawiło się o wiele więcej. Wyruszyła więc w kolejną osobistą podróż, by na nowo odkryć dźwięk. Odbyła wiele rozmów z różnymi kobietami. Dzięki nim Alice poznała nowe aspekty słuchania. 


"Kiedy myślę o tym, jak to jest być słyszącą kobietą w hałaśliwym świecie, zastanawiam się, czego słucham, nie zdając sobie z tego sprawy - a czego nie słyszę."

Dźwięk i zmysł słuchu odgrywają spore znaczenie z naszym życiu. Mam słaby wzrok i często właśnie na nich bardziej się opieram. Dla ludzi niewidomych zmysł odgrywa jeszcze większą wolę. Na co dzień możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, nie zwracać na to większej uwagi, ale autorka postanowiła zgłębić temat. Opisała swoje spostrzeżenia, swoje doświadczenia, porozmawiała też z innymi kobietami. Ta książka przedstawia nieoczywiste spojrzenie na temat słuchu. Autorka podzieliła się doświadczeniami związanymi ze zmysłem słuchu w sposób duchowy i trochę psychologiczny. Być może nie jest to tematyka dla każdego, nie każdy się odnajdzie w takim spojrzeniu na z pozoru zwykły zmysł ludzki, ale przeczytanie tej książki z pewnością pozwoli spojrzeć na niego z innej perspektywy.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
7/10

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Akuszerka z Sensburga

Tytuł: Akuszerka z Sensburga
Autor: Katarzyna Enerlich
Cykl: Akuszerka z Snesburga (1)
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: MG

"To zadziwiające: śmierć męża dała jej tę nieznaną wcześniej siłę i pewność na dalsze życie. Gdyby był z nią, nigdy nie ośmieliłaby się przejąć kontroli nad własnym losem. Rodziłaby mu kolejne dzieci, żyła jak inne kobiety we wsi, doiła kolejne krowy, tkała kolejne płótna i bieliła je za domem. Teraz, gdy go nie było, stała się odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za Mariannę."


Stanisława jest młoda i ma wszystko o czym tylko dziewczyna w jej czasach mogłaby marzyć. Ma dobrego i pracowitego męża, który o nią dba, wspólnie wykańczają nowy dom i spodziewają się dziecka. Niczego im nie brakuje, jest pełnia lata i wszystko wydaje się takie piękne. Niejedna zazdrości Stasi, a ona jest szczęśliwa i z ufnością patrzy w przyszłość.



"Las o świcie jawił się jak panna na wydaniu. Srebrzył się i mienił kroplami rosy i wieńcami pajęczyn, doświetlony smugami wschodzącego słońca przenikającymi przez wysokie korony drzew."

Wszystko zmienia się w dniu, kiedy nagle umiera jej mąż, a na świat przychodzi córka Marianna. Młoda kobieta musi zmierzyć się z samotnością i trudnym życiem w pojedynkę z małym dzieckiem. Nieoczekiwanie dla samej siebie i wbrew oczekiwaniom rodziców postanawia zająć się zielarstwem i rozpoczyna szkolenie pod okiem okolicznej znachorki. Uczy się także akuszerstwa. Kiedy we wsi pojawiają się nowi sąsiedzi i opowiadają o mieście Sensburg, zaintrygowana Stanisława postanawia rozpocząć tam kolejny etap w życiu.


"Na wszelkie załamanie zawsze najlepsza jest praca. Do pracy dołączyła nauka."

Myśleliście kiedyś o tym, że chcielibyście przenieść się w czasie? Ja marzę o tym bez przerwy. Naprawdę wiele bym dała, żeby choć przez chwilę zobaczyć życie moich pradziadków, ich ślub, ich codzienność, pracę przy żniwach, sianokosach czy zbieraniu ziemniaków. Niestety to marzenie nigdy się nie zdarzy, choć pomarzyć zawsze można. Oprócz tego zawsze mogę sięgnąć po książkę, która przybliży mi ówczesne realia. Jedną z nich jest seria od Katarzyny Enerlich, którą rozpoczyna właśnie Akuszerka z Sensburga. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc wiedziałam czego mogę się spodziewać i tym razem również się nie zawiodłam. Autorka tworzy historie z niesamowitym klimatem minionych czasów. Przybliża realia i problemy z jakimi borykali się nasi przodkowie, nie szczędząc im przy cierpienia. Tym razem padło na młodą wdowę z dzieckiem, która zapragnęła innego życia niż tego jakie prowadziła do tej pory ona i kobiety we wsi. Autorka tak świetnie opowiedziała jej historię, że niemal można poczuć zapach ziół, które bohaterka zbierała, suszyła i gromadziła. Nie zabrakło tu także innych wątków, które z równą przyjemnością śledziłam. Podsumowując, Akuszerka z Sensburga jest świetnym początkiem serii, w której królują zielarstwo i umiłowanie natury.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
9/10


piątek, 21 sierpnia 2026

Trędowata

Tytuł: Trędowata
Autor: Helena Mniszkówna
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 594
Wydawnictwo: MG


"Dlaczego ta dziewczyna wywiera wrażenie zupełnie odmienne od znanych dotychczas? Dlaczego pociąga nieprzepartą siłą, staje mu się upragnioną, niemal drogą? Ona. którą przed paru miesiącami chłostał często cynicznym dowcipem, prześladował, drażnił... Za co? dlaczego?!"


Skromna szlachcianka Stefcia Rudecka pracuje jako guwernantka w pałacu hrabiny Elzonowskiej. Ordynatowi Waldemarowi Michorowskiemu jawi się jako panna bez skazy, która stanowi dla niego wyzwanie. Podejmuje się go i obiecuje sobie, że ją zdobędzie. Nie spodziewa się jednak, że ta z pozoru zwyczajna panna tak go oczaruje...


 "Cóż to za dziewczyna?... Bo nie anielica, a ma czystość anioła... nie demon, a ma temperament i ogień szatański. Fenomenalne! Czyż dla zdobycia jej mam się przemienić w anioła?... Nie, tego nie potrafię. Zresztą nie pragnę jej anielskości. Przeciwnie, chcę, aby mi oddała to wszystko, co jest w niej z demona, anielskość chowając dla przyszłego męża."

Próbując uwieść Stefcię, Ordynat Michorowski sam wpada w pułapkę własnych sideł i zakochuje się. Owładnięty miłością postanawia poślubić niemajętną szlachciankę, co spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem familii, dla której ten związek to nieakceptowalny mezalians. Michorowski jednak nie zamierza się poddać i rozpoczyna batalię ze swoją sferą o przyszłe szczęście u boku kobiety, bez której nie wyobraża sobie życia.


"- Żałuje pani tych chwil?
- Żałuję, że minęły."

Gdybym miała wybrać dziesięć książek, które będę czytać do końca życia to ta z pewnością znalazłaby się wśród nich. Trędowatą poznałam będąc jeszcze nastolatką i już wtedy się nią zachwyciłam. Była jedną z niewielu powieści, które zdecydowałam się przeczytać po poznaniu adaptacji filmowej. Fabuła opiera się na nieśmiertelnym schemacie Kopciuszka. Gdybym miała na nią spojrzeć przez pryzmat współczesności to, powiedziałabym, że mamy tu typowego bad-boya, który chce uwieść i wykorzystać niewinną dziewczynę, ale podczas prób zakochuje się w niej. A ja zawsze takie historie kupuję, zachwycam się nimi i jeszcze długo nimi żyję. Tutaj dodatkowo jest przecudowny klimat polskich sfer schyłku XIX wieku, bale, luksusowe majątki, zamki i pałace, przepych, przyjęcia w ogrodzie. Nikt tak świetnie nie oddaje tego klimatu jak Mniszkówna. Podczas czytania miałam wrażenie jakbym się tam przeniosła i to już od pierwszej strony i chociaż książka jest spora objętościowo to jej czytanie upłynęło mi zbyt szybko. Jestem pewna, że jeszcze nie raz zanurzę się w tym świecie i mam nadzieję, że Was przekonałam do tego samego. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
10/10



czwartek, 20 sierpnia 2026

Tam, gdzie rosną winogrona

Tytuł: Tam, gdzie rosną winogrona
Autor: Weronika Tomala
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Lucky

"Uświa­do­mi­łem sobie, że nikt z nas nie jest sa­mot­ną wyspą. To, co ro­bi­my, ma wpływ na nasze oto­cze­nie, mniej­szy lub więk­szy. Cza­sa­mi jedna spra­wa uru­cha­mia całe do­mi­no i wszyst­ko wokół za­czy­na się sypać. Mam na­dzie­ję, że to już ko­niec. Że wszyst­kie kost­ki mo­je­go do­mi­na zdą­ży­ły się już wy­wró­cić. Muszę zna­leźć w sobie tyle sił, by teraz wszyst­ko po­dźwi­gnąć na nowo."

Znacie takich ludzi, którym dosłownie wszystko zawsze się układa? To Gianna zdecydowanie nie należy do tej grupy. Los nie oszczędzał jej od dnia narodzin. Nigdy nie poznała i nie miała też szczęścia w rodzinach zastępczych. Nie zaznała normalnego dzieciństwa, ani poczucia stabilności. Wchodząc w dorosłość wciąż miała pod górkę. Głodna i zdesperowana decyduje się na drobną kradzież. Pech chciał, że nie zostało to niezauważone.


"
Życie po­ka­za­ło mi już ty­sią­ce razy, że za wła­sne sła­bo­ści za­wsze trze­ba za­pła­cić wy­so­ką cenę."

Trochę więcej szczęścia miał Adriano, chłopak, którego Gianna poznała w jednej z licznych rodzin zastępczych. Po osiągnięciu pełnoletności odziedziczył po dziadkach winnicę. Dzięki temu całkiem nieźle radzi sobie w życiu. Stał się przedsiębiorcą, zatrudnia sporą grupę ludzi, posiada własny dom i dziewczynę. Adriano spotyka Giannę, kiedy dziewczyna jest już na dnie i wyciąga do niej pomocną dłoń. Oboje nie wiedzą jeszcze jak ta jedna decyzja zmieni ich życie.



"
Mówi się, że wy­gnie­cio­na kart­ka po wy­pro­sto­wa­niu już nigdy nie bę­dzie taka sama. Ja wie­rzę w to, że cho­ciaż Gian­na spa­rzy­ła się na lu­dziach tyle razy, nasza wspól­na karta wciąż jesz­cze nie musi tra­fić do kosza."

To jest już moje drugie spotkanie z autorką i w przeciwieństwie do poprzedniej, ta historia nie do końca przypadła mi do gustu. Nie jest to jednak wina kwestii technicznych, a po prostu mojego subiektywnego odczucia. Mimo, że nie udało mi się poczuć więzi z bohaterami to, oczarował mnie włoski klimat, który autorka potrafi stworzyć jak chyba nikt inny. Zakochałam się w malowniczych widokach, smaku wina i tej cudownej atmosferze. Momentami miałam wrażenie, jakbym dosłownie przeniosła się tam i wraz z Gianną pracowała w winnicy czy zwiedzała okolicę. To tło wciągnęło mnie o wiele bardziej niż historia miłosna, której w zasadzie nie mam nic zarzucenia, ale zwyczajnie mnie nie porwała. Świetnym zabiegiem było wprowadzenie do powieści włoskich sformułowań i wyrażeń. Zawsze wywołuje to u mnie radość, bo uwielbiam ten język i uczę się go, a ponadto buduje to klimat. Nie zabrakło tu także emocji i ważnego przesłania o dawaniu drugich szans. Mimo, że ta historia nie do końca mnie kupiła to z przyjemnością poznam inne historie autorki w tym cudownym włoskim klimacie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Luky.

Moja ocena:
7/10
 

środa, 19 sierpnia 2026

Miłosny trel słowika

Tytuł: Miłosny trel słowika
Autor: Katarzyna Malik
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Nyks


"Trochę się już wybudził, jednak samopoczucie mu się wiele nie polepszyło. Nie będąc w stanie czerpać radości z zabawy, oddawał rozum głębokim myślom. Myślom, które uważał za bardzo dziwaczne i miał ochotę zapłakać nad nimi, bo aż go ściskał od nich żołądek. Były mu tak zupełnie nowe, nieznane wcześniej!"

Młody polski szlachcić imieniem Felix, wychowuje się na swojej ziemi pod skrzydłami opiekuńczej matki. Chłopak jest bardzo delikatny, nieprzyzwyczajony do trudów męskiego życia. Wszystko zmienia się, kiedy jego chrzestny, Pan Raciborz, postanawia zabrać go ze sobą w poselstwo na Węgry. Wyrwany z sielankowego życia Felix jest wręcz zrozpaczony tym faktem, jednak nie może odmówić. 



"Naród bez króla to jak ciało zmysłów pozbawione - żyć będzie jakoś potrafiło, acz niełatwo mu się z innymi komunikować i bronić przed wrogiem zwłaszcza."

Podróż, która w zamyśle miała być krótka, dłużyła się Felkowi niemiłosiernie, a trudy wydawały się nie do pokonania. Już na początku pobytu Felko dostaje wysokiej gorączki i zmuszony zostaje do przedłużenia pobytu. Niezadowolenie z tego powodu szybko mija, bo towarzystwo Piroski, córki właściciela ziemskiego, staje się dla niego ważniejsze niż tęsknota za matką i domem. 


"Kiedy ją widzę, czuję, jakbym miał przed sobą cały świat... Wszystko, co mi najważniejsze, najpiękniejsze... najdroższe..."

Historia obyczajowo miłosna w staropolsko-węgierskim klimacie, to coś co wydawało się stworzone dla mnie. Miałam co do niej spore oczekiwania, jednak starałam się podjeść do niej z otwartą głową. Początkowo całkiem nieźle odnalazłam się w tej historii, z czasem jednak zachowanie Felka zaczęło mnie tak drażnić, że zepsuło mi całą radość z lektury. Felko wydawał mi się zbyt rozkapryszony jak na swój wiek, ciągle marudził, nie umiał odnaleźć się w dorosłym życiu. Być może taki był zamysł autorki, bo z biegiem historii, aczkolwiek nieznacznie, ale jednak Felko wydawał się mężnieć, mniej marudził i narzekał. Niemniej jednak przez większą część powieści przebrnęłam w irytacji. Na uwagę zasługuje natomiast styl autorki, który był bardzo lekki nawet przy użyciu słów, które już zniknęły z obiegu. Świetnie też poprowadziła wątek romantyczny. Nie był on nachalny ani przerysowany, nie zdominował też całej powieści, ale nadawał jej ton. Nie mogłam też narzekać na opisy, bo autorka opisała wszystko bardzo obrazowo, czasami miałam wrażenie, jakbym się znajdowała wewnątrz tej historii i mogła doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Czasami jednak przez zbytnie rozbudowanie tych opisów akcja traciła swoje tempo. Nie do końca jestem też zadowolona z zakończenia, które z jednej strony zostawia drzwi do kontynuacji, ale z drugiej nie sugeruje niczego konkretnego. Czuję pod tym względem pewien niedosyt i rozczarowanie. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nyks. 

Moja ocena:
6/10


poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Sprawność emocjonalna

Tytuł: Sprawność emocjonalna. Jak wzmocnić 7 filarów zdrowia psychicznego
Tytuł oryginału: Flex Your Feelings: Train Your Brain to Develop the 7 Traits of Emoyional Fitness
Autor: Emily Anhalt
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: Sensus

"Innymi słowy, aby dotrzeć tam, dokąd pragniesz, musisz najpierw przebrnąć przez trudności, zaakceptować pomyłki, przejęzyczenia czy tremę. Wszystko wymaga wysiłku i wytrwałości. Tylko w ten sposób możesz się rozwinąć i osiągnąć sukces."


Nikogo nie dziwią tłumy na siłowni, ale pójście do psychologa nie każdemu wydaje się zwyczajną sprawą. Dla niektórych dbanie o sprawność emocjonalną wydaje się być czymś nienaturalnym. Wbrew pozorom po moim wstępie, ta książka nie skupia się na namawianiu ludzi do chodzenia do psychologa, ale może być bardzo pomocna i ja sama również do tego zachęcam. 


"Życie bywa skomplikowane, a wyzwania nieustannie się w nim pojawiają. Każdego dnia, tygodnia i roku. Zmagania są naszą rzeczywistością."

Jesteś lekarzem, nauczycielem, sprzedawcą, prezesem, sekretarką albo liderką zespołu? Niezależnie od tego kim jesteś ważne abyś miał/a dobrze rozwiniętą sprawność emocjonalną. Świetnie sprawdzi się ona w pracy pomagając nam wspinać się po szczeblach kariery czy zarządzać zespołem ludzi, ale pomoże nam też w zwykłym życiu. Sprawność emocjonalna wzmacnia od środka, chroni przed wypaleniem i lękiem, a także zwiększa satysfakcję z życia. Dobra wiadomość jest taka, że można ją wytrenować jak bicka na siłowni.




"(...) czasami nie będziemy wiedzieć, dokąd zmierzamy, dopóki nie ruszymy w drogę."

Ostatnio tu coraz więcej poradników i chociaż podchodzę do nich trochę jak pies do jeża, bo na rynku wydawniczym jest mnóstwo bubli, to jednak mam to szczęście i trafiam na prawdziwe perełki. I tak było tez tym razem. Autorka świetnie podeszła do tematu. Rzetelnie go przedstawiła unikając medycznego nadęcia i nie pozbawiając tekstu lekkości. Wplotła do niego historie swoich pacjentów i na bazie tych historii rozwijała temat. Dzięki temu wszystko zostało świetnie zobrazowane. Przyznaję się bez bicia, że "przeszłam" przez tę książkę bez wykonywania ćwiczeń zaleconych przez autorkę z kilku powodów, m. in. takich, że do części nie czułam się gotowa, nie potrafiłam się przełamać, inne kwestie miałam przepracowane, a ponadto pracuję też nad sobą z psychologiem, więc ta książka nie miała być dla mnie taką terapią, a jedynie chciałam zapoznać się z tematem. Co do samej tej opisowej części to jestem nią zachwycona. Dowiedziałam się z niej wiele nowych ciekawych rzeczy, które brzmiały bardzo sensownie i wielokrotnie mnie inspirowały. Być może skorzystam w przyszłości także z ćwiczeń, jednak na ten moment nie jestem na to gotowa. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sensus.

Moja ocena:
9/10

środa, 5 sierpnia 2026

Epoka singli

Tytuł: Epoka Singli. Jak zbudować związek w czasach scrollowania?
Autor: Joanna Godecka & Sylwia Stodulska-Jurczyk
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o.

"Żyjemy w czasach, w których coraz trudniej odróżnić potrzebę bycia z kimś od potrzeby zaspokojenia siebie w relacji. W erze nieustannego dopasowywania, przeglądania, porównywania i oceniania miłość coraz częściej przybiera formę transakcji. Zamiast spotkania dwóch światów są próby sklejenia dwóch list oczekiwań - precyzyjnych, wymagających, a często sprzecznych."

Jesteście singlami czy tworzycie stabilne długoletnie relacje? A może korzystacie z przelotnych znajomości i krótkotrwałych relacji? Jakkolwiek nie wyglądałoby Twoje życie uczuciowe to ta książka jest dla Ciebie. Bo nie jest to ścisły poradnik dla singli o tym jak zbudować związek w ówczesnych czasach, a świetne spojrzenie na relacje jakie teraz tworzymy.



"Czy to nie paradoks? Żyjemy w czasach wolności, a ludzie są bardziej sparaliżowani."

Mogłoby się wydawać, że o relacjach napisano już wszystko... Ale zmienia się nasz świat, wiele relacji zostało przeniesionych do internetu. To generuje nowe problemy przed jakimi stoimy, nowe wyzwania, a także i pewne udogodnienia. Z jednej strony dzięki internetowi możemy być bliżej drugiego człowieka, możemy się skontaktować z inna osobą na drugim końcu świata w ciągu chwili, a jednak przez to nie potrafimy być prawdziwie blisko. Technologia często oddala nas od drugiego człowieka. Jak wskazują autorki współczesna technologia jeszcze wiele może w tej materii zmienić. Ale to nie tylko kwestia internetu. Jest wiele innych czynników zmieniających nasze relacje, zmieniają się oczekiwania zarówno kobiet jak i mężczyzn odnośnie budowania relacji, ale też i życia. Coraz częściej odchodzimy od patriarchatu i tradycyjnego modelu związku i rodziny. Jesteśmy bardziej świadomi swoich potrzeb. Z drugiej strony rodzi to też wiele wątpliwości i zagubienia. Nie każdy potrafi się w tym odnaleźć, a autorki świetnie opisują ten problem i dają rady jak sobie z tym poradzić.



"Stary model związków właśnie się kończy, a nowy dopiero się kształtuje."

Książka została poprowadzona w formie dialogów ze specjalistami i podzielona na dwie części. W pierwszej autorki skupiają się na przedstawieniu tematu i to ona przypadła mi najbardziej do gustu. Dowiedziałam się z niej wiele ciekawych informacji, bo zawarły w niej zarówno ciekawie opisane problemy oraz realia współczesnego randkowania, ale też i aktualne statystyki, w których uwzględniono priorytety zarówno mężczyzn jak i kobiet, a także problemy z gabinetów psychologicznych. Podczas czytania czułam się jakbym siedziała z nimi przy herbatce i omawiała te wszystkie problemy. Te rozmowy zostały poprowadzone właśnie tak lekko, jak przy takim luźnym spotkaniu znajomych. Druga część natomiast skupiła się głównie na wskazówkach, ćwiczeniach i inspiracjach jak odnaleźć się w ówczesnym świecie randkowania, w którym wbrew pozorom nie brak miłości i chęci budowania stabilnego związku. Ta część była dla mnie mniej ciekawa, bo jestem teraz na zupełnie innym etapie relacji i te wskazówki nie były mi potrzebne. Niemniej jednak bardzo polecam tę pozycję bez względu na to na jakim etapie relacji jesteście, bo można się z niej dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Ringier Axel Springer Polska.

Moja ocena:
9/10

wtorek, 28 lipca 2026

Emigrantka

Tytuł: Emigrantka
Autor: Weronika Ilska
Rok wydania: 20226
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Filia

"Lina właśnie tego pragnęła najbardziej - porzucenia dawnej części siebie, bycia kimś innym. Kobietą, która sama decyduje o własnej drodze. O własnym ciele. Przynajmniej od tej chwili. Od momentu, gdy znalazła się w mieście pełnym modernistycznego życia, beztroski, gwaru. I właśnie tutaj chciała nauczyć się żyć na nowo. Życiem, o którym tylko czytała. Teraz odważyła się być jego główną bohaterką."

W barwnej Barcelenie dwudziestolecia międzywojennego, Lina z Polski, bo tak się większości ludziom przedstawia, próbuje rozpocząć nowe życie. U boku Diego, swojego przyjaciela, a zarazem charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji. Stara się żyć po swojemu, bez ograniczeń sfer, bez dominacji ze strony mężczyzn. Staje się nieuchwytna wymykając się wszystkim regułom starego świata, które próbują ją pochwycić.


"Był wolny - odpowiedział cicho. - A ludzie wolni... bywają niebezpieczni"

Przeszłość jednak wciąż czeka na moment, aby się o nią upomnieć. Pojawia się nieoczekiwanie, kiedy Lina coraz swobodniej zaczyna się czuć w swoim życiu. Jej pojawienie się burzy pozorny spokój jaki zbudowała. Wprowadza też zawirowania w znajomość z rosyjskim emigrantem, Michaiłem Pietrowiczem Wołkońskim. Przed Liną czeka trudna decyzja do podjęcia, rysują się różne drogi, wracają wspomnienia... Tylko ona może zdecydować, w którą stronę podąży.


"Ujrzał szklany pantofelek, gdy wyłonił się spod materiału jej sukni. Wtedy uśmiechnął się po raz pierwszy. Ich oczy ponownie się nalazły. Patrzył na nią tak jak na królową jednej nocy. Kwiat, który żyje tylko przez chwilę."

Emigrantka to książka, którą ciężko jednoznacznie ocenić. Jest nie tylko romansem historycznym, powieścią obyczajową z elementami poezji. Tu jest wszystko. Barcelona została pokazana jako świat kontrastów, gdzie toczy się życie pełne energii, barw i słońca, a równolegle znajduje się życie rosyjskiej emigracji starające się zatrzymać swój przemijający carski świat. Sama Lina również jest pełna kontrastów. Zaczyna nowe życie, próbuje na nowo odkryć siebie zarówno w świecie kolorów, barw, sztuki i wyzwolenia Katalonii jak i u boku Michaiła w jego świecie przepychu, przemijającej tradycji i konwenansów. Jednocześnie próbuje uporać się z traumami przeszłości, które nie chcą jej wypuścić ze swych szponów. To wszystko przypomina jej o jeszcze jednym świecie, tym, w którym się wychowała i z którego uciekła. On wciąż na nią czeka, upomina się. Autorka świetnie przedstawiła tu każdy ze światów. Stworzyła tu bardzo poetycki i baśniowy, magiczny, momentami wręcz nierealny klimat. Czułam, ze z jednej strony czytam o czymś bardzo realnym, o potencjalnie realnej sytuacji kobiety tamtych czasów, a z drugiej strony ten klimat i styl autorki wprowadzały mnie właśnie w taki baśniowy świat. Czułam się jakbym trafiła do jakiejś bańki i wiecie co? Ja wcale nie chciałam z niej wychodzić. Szczególne wrażenie zrobił na mnie ostatni świat wykreowany przez autorkę, bo to był świat, do którego ja sama chciałabym trafić.  


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia.

Moja ocena:
10/10

wtorek, 14 lipca 2026

Przypowieść o talentach

Tytuł: Przypowieść o talentach
Tytuł oryginału: Parable of the Talents
Autor: Octavia E. Butler
Cykl: Earthseed (2)
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: W.A.B.

"Widziałam już ludzi ogarniętych religijną pasją, na którą składało się umiłowanie Boga miłosiernego i strach przed Bogiem zagniewanym, pełne przesady chwalenie i rozpaczliwe wołanie o Boga, co karze i nagradza."


Stany Zjednoczone są pochłonięte przez chaos, ludzie są zagubieni, zrozpaczeni. Panuje beznadzieja, przemoc i fanatyzm religijny. Nadzieję daje osada Żołądź i ruch Nasiona Ziemi założone przez Lauren Olaminę. Koncentrują się one na budowie sprawiedliwego społeczeństwa w świecie, który upadł. 


  "Bóg, który budzi grozę - anonimowy, nieprzejednany, ale plastyczny jak glina i niesamowicie dynamiczny. Prorokuję, że niedługo będzie miał twarz mojej matki."

Życie Larkin, córki Lauren, przywódczyni religijnej, nie jest łatwe. Dziewczyna zmaga się bólem, poczuciem odrzucenia, niesprawiedliwości i traumami. Z jej perspektywy widzimy Lauren, kobietę, która nie wydaje się już krystaliczna. Owszem, jest oddana idei, ale przez to wszystko właśnie cierpi najbliższa jej osoba. 


"Nasiona Ziemi nie obiecują życia po śmierci. Ich niebo jest dosłowne, fizyczne - to inne światy krążące wokół innych gwiazd. Ludzie mogą zapewnić sobie nieśmiertelność wyłącznie poprzez własne potomstwo, pracę i wspomnienia."

To nie jest łatwa, lekka i przyjemna książka, mimo pięknej energicznej okładki. To trudna i przygnębiająca, momentami siejąca grozę, książka. Jest tu sporo ciężkich fragmentów przepełnionych bólem i cierpieniem, gwałtami i morderstwami. Do tego jeszcze dochodzi klimat sekt. Książka daje dużo do myślenia i skłania do refleksji. Pokazuje jak wiele złego potrafi zrobić fanatyzm religijny, kiedy religia staje się bronią. Jest też swego rodzaju ostrzeżeniem co może się stać i to jest przerażające, szczególnie patrząc na światową politykę. Jak już wspomniałam na początku, ta książka nie jest łatwa, jest wręcz cholernie trudna, ale warta uwagi. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Moja ocena:
8/10

wtorek, 7 lipca 2026

Na dłużej niż na zawsze

Tytuł: Na dłużej niż na zawsze
Autor: Jagoda Wochlik
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Lucky

"Uważała, że o tym, kim naprawdę jesteśmy, decyduje to, co pamiętamy. I to, o czym zapominamy. Jej mama zapomniała, kim była. I choć siedziała tuż obok, jej ciało było na miejscu i dusza, jeśli też istniała, a nawet umysł poniekąd także, bo przecież nadal znała tabliczkę mnożenia i alfabet, wyrecytowałaby je bez problemu, gdyby ją o to poprosiła, ale tak naprawdę wcale jej tu nie było. Nie dzieliły już wspólnych wspomnień. Wspólnego życia. Wspólnej pamięci."


Podobno największą miarą miłości jest pozwolić komuś odjeść, ale co jeśli ktoś odchodzi, bo tak bardzo kocha i uważa, że to najlepsze co może zrobić? W takiej sytuacji znaleźli się Eliza i Feliks, modelowa para z liceum. Ich początek był delikatny, niespieszny, nieśmiały, a już pod koniec roku byli nierozłączni, gdy nagle Eliza zniknęła bez słowa.


"Nie trać czasu. Szybciej, bo kiedyś i tak wszystko zapomnisz."


Po latach Eliza wraca do miasteczka i zaczyna pracę z młodzieżą. Przyjechała tylko na chwilę, ale nawet ta chwila przypomniała o uczuciach i jej i jemu. Feliks prosi o szansę. Eliza się zgadza, ale tylko na siedem miesięcy. Feliks postanawia wykorzystać ten czas maksymalnie i pokazać jej jak mogł0by z nim wyglądać życie. Chłopak ma nadzieje, że przekona ją do zostania na zawsze. Eliza nosi jednak w sobie tajemnice, które mogą przekreślić wszystkie jego starania. 



"Jej nikt nie był w stanie utrzymać na powierzchni. Prędzej czy później wszystko utonie w morzu niepamięci."

Nie spodziewałam się, że ta historia aż tak do mnie trafi, że głęboko wejdzie w moje serce i je roztrzaska. To historia, która wchodzi drobnymi kroczkami, osadza się, zagnieżdża i zapada głęboko w pamięć. Przeczytałam ją już jakiś czas temu, a wciąż noszę ją w sobie, wciąż towarzyszą mi emocje, które czułam podczas poznawania jej. Autorka tak poprowadziła fabułę i wykreowała bohaterów, że ta historia jest bliska sercu. Eliza i Feliks to osoby, które możemy znać w prawdziwym życiu. Prowadzą zwyczajne życie, mają bliskich, nie żyją w przepychu. Tak po ludzku chętnie bym się z nimi zaprzyjaźniła i wyszła na kawę. Momentami Eliza drażniła mnie swoim uporem, tym, że skazywała się na smutne życie, bez sprawdzenia czy faktycznie jest na nie skazana. Nie będę Wam zdradzała o co mi chodzi, bo dla mnie odkrywanie tajemnic Elizy było prawdziwą przyjemnością i nie chcę Wam tego odbierać. Co do Feliksa to pokochałam go za jego oddanie, za wrażliwość, za serce na dłoni. Myślę, że niejedna kobieta chciałaby spotkać takiego Feliksa w życiu i zatrzymać przy sobie. Myślę, że udało mi się Was przekonać do tej historii, a jeśli nie to może skuszę Was zakończeniem, które jest niejasne i trochę dezorientuje, ale też daje nadzieję. Każdy z nas ma szansę dopowiedzieć sobie zakończenie tej historii tak jak chce. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky.

Moja ocena:
10/10

czwartek, 25 czerwca 2026

Ludzie malowani

Tytuł: Ludzie malowani. Historia ludzkości w 21 tatuażach
Tytuł oryginału: Painted People. Humanity in 21 Tattoos
Autor: Matt Lodder
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Insignis


"Tatuaż jest sztuką tradycyjną, podobnie jak wiele innych form sztuki ludowej, w związku z czym przekazuje pewne wizerunki i ikonografie przez wieki, a nawet tysiąclecia. Poszczególne wzory często się powtarzają, wykorzystywane jako sposób szybkiego i dosadnego przedstawienia podstawowych i uniwersalnych emocji, takich jak strach, nadzieja i rodzinna bliskość."

Od lat interesuję się historią, ale nie taką skupiającą się na suchych faktach, datach, bitwach, paktach... Ja w historii widzę przede wszystkim człowieka i prze jego pryzmat patrzę na historię. Tym razem miałam okazję spojrzeć na historię ludzi z perspektywy tatuażu.



"Historycy sztuki – tacy jak ja – analizują stare dzieła nie dlatego, że są piękne, tylko dlatego, iż stanowią zachwycające i bezcenne źródła, za których pośrednictwem możemy próbować zrozumieć przeszłość. Obrazy, rzeźby i inne produkty ludzkich rąk ogólnie nazywane przez nas sztuką mówią o ludziach i społecznościach, które je wytworzyły, o czasach i miejscach, w których powstały, i o życiu osób obecnych w chwili ich zaistnienia. A co najważniejsze, mówią nam o nas samych, tu i teraz. O tym, w jaki sposób w naszej epoce, uformowani przez własne niepowtarzalne przeżycia, możemy zrozumieć czasy i doświadczenia innych."

Najstarsze znane tatuaże wykonane zostały ponad pięć tysięcy lat temu. Może wyjdę tu na laiczkę, ale jestem zszokowana tym, ze tatuaże powstawały już tak dawno temu. Dla mnie szok budzą informacje o tatuażach sprzed dwóch stuleci. Historia tatuażu sięga jednak o wiele głębiej. Przez lata powstawały malunki na skórze człowieka w każdym zakątku świata i pełniły one różną rolę. Dziś tatuaż pełni funkcję głównie estetyczną, czasami pełni funkcję buntu, albo jest pamiątką po ważnym dla nas wydarzeniu. Kiedyś miały one funkcje magiczne, ochronne, lecznicze lub oznaczały piętno. Ale nie tylko, bo okazuje się, że tych zastosowań było troszkę więcej. 



"Prawda wygląda tak, że tatuowanie jest jednocześnie czymś starym i nowym. Wzory na każdym wytatuowanym ciele są specyficzne dla danej chwili, a każdy z nich mówi nam coś szczególnego o momencie jego powstania. Ale zasadniczo ta forma sztuki ogólnie nie zmieniła się od tysięcy lat."

Lubię poznawać historie ludzi z różnych perspektyw i właśnie tutaj to dostałam. Poznałam 21 historii o ludziach z tatuażami z różnych epok i różnych warstw społecznych. Osobiście nie jestem fanką tatuaży, na ten moment nie planuję ich mieć, ale też nie przeszkadzają mi u innych. Nie pasjonuję się też tym tematem, ale ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Jest w niej całkiem spora dawka wiedzy i  liczne ciekawostki. Napisana została w bardzo przystępny sposób. Nie wszystkie historie mnie ciekawiły, ale udało mi się gładko przez nie przebrnąć. Jak się okazało po przeczytaniu tej książki, dosyć dużo wiem o historii ludzi, ale o historii tatuażu w zasadzie nie wiedziałam nic. Sam temat nie jest według mnie do końca  wyczerpany i jeszcze sporo można by tu napisać. Co do okładki to jak dla mnie jest brzydka, ale chyba tez i trochę intrygująca, bo przyciągała wzrok moich współpasażerów w pociągu. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
7/10

piątek, 19 czerwca 2026

Dorośnij

Tytuł: Dorośnij. Zostań rodzicem, na jakiego zasługują twoje dzieci
Tytuł oryginału: Grow Up: Becoming the Parent Your Kids Deserve
Autor: Gary John Bishop
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Insignis

"Jeśli nie umiesz zrezygnować ze sztucznego haju, jaki daje obwinianie innych o własne nieszczęścia, nie znajdziesz w tej książce tego, na co liczysz - ale przeczytaj ją mimo wszystko. Może warto zacząć żegnać się z tym starym, wysłużonym mechanizmem obronnym."


Są tu jacyś rodzice? Chyba każdy rodzic chce dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jak stać się rodzicem na jakiego zasługują dzieci? Jak stać się dobrym rodzicem? To poradnik skierowany niby do rodziców, ale tak na prawdę to każdy człowiek znajdzie w nim coś dla siebie, bo skupia się on na rozliczeniu się z przeszłością. 




"Życie z nieustannie zaciśniętymi zębami nie ma sensu."


Nie mam dzieci i nie planuję ich mieć, nie planuję zostać rodzicem, ale jestem rosłą kobietą, która jeszcze nie rozliczyła się z przeszłością i byłam ciekawa co do zaoferowania ma ta książka. Początkowo spodobało mi się konkretne podejście autora do tematu, bez owijania w bawełnę, tylko szczere fakty. No bomba. Z czasem zaczął mnie drażnić jego język. Dużo wulgaryzmów, które zaczęły mnie odpychać, nachalność i zbyt duże uproszczenia, które wprowadzają w błąd, a nawet w jednym przypadku zauważyłam bezczelne kłamstwo. Autor zachęcając do porzucenia przeszłości, stwierdził, że "bolesne dzieciństwo nie przełożyło się bezpośrednio na to, jak sobie radzisz dzisiaj". No ośmielę się z tym nie zgodzić, szczególnie, że wczorajsza wizyta u psychologa powiedziała mi właśnie, że moje dzieciństwo miało wpływ na to jak teraz wygląda mój związek. Nie mówię, że to jest coś czego mamy się kurczowo trzymać i nie przepracować tego i tylko wszystko zrzucać na problemy w dzieciństwie, bo jak najbardziej trzeba się z tym uporać, ale widać tutaj kłamstwo ze strony autora. Po tym nie byłam w stanie kontynuować czytania. Być może takich głupot było więcej. Oczywiście wcześniej było kilka fragmentów, które uważam za ciekawe i skłaniające do refleksji, jednak po tym kłamstwie nie potrafiłam kontynuować.


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

Moja ocena:
3/10

wtorek, 16 czerwca 2026

Siedem dalekich rejsów

Tytuł: Siedem dalekich rejsów
Autor: Leopold Tyrmand
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: MG

"- Słabo pan zna kobiety, mój przyjacielu. Na dnie najczystszej przyjaźni migoce iskierka kokieterii.
– Słabo zna pani mężczyzn, młoda damo. Na dnie najczystszej choćby przyjaźni tli się płomyczek pożądania. Bez tych płomyczków i iskierek przyjaźń byłaby tylko znajomością.
"


Ewa, historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa, malowniczego portowego miasteczka. Od razu nawiązuje znajomość z Nowakiem, dziennikarzem, mężczyzną bez imienia, z tajemniczą przeszłością. Od tego pierwszego spotkania rodzi się miedzy nimi fascynacja, namiętność, ciekawość, ale tez i swego rodzaju zaciekła rywalizacja, która burzy rodzące się uczucia.


"Wraca się jedynie do tych, których się kocha. Nie wraca się tam, gdzie jest się tylko kochanym. Wraca się wyłącznie do tych, których się kocha. Albo nie wraca się nigdzie i do nikogo. Po prostu jedzie się dalej."

Oboje interesuje to samo - zaginiony w czasie wojny tryptyk Eryka Pomorskiego z pobliskiego kościoła warty krocie. Ewa zdaje się nim interesować zawodowo. Nowak natomiast pragnie go odnaleźć i wywieźć za granicę i uciec z kraju. Rodząca się między nimi miłość może wszystko zniweczyć. 


"Szczęście jest zawsze gdzie indziej."

Jeśli znacie twórczość Leopolda Tyrmanda to, wiecie, że wbrew opisowi, nie jest to romans. Twórczość autora skupia się na realiach powojennej Polski, gdzie ludzi trawi niepokój w obliczu nieuchronnych zmian. Tutaj jest to nad wyraz widoczne, chociaż skryte za, z pozoru, bezsensownymi rozmowami przy kieliszku. Do tego świetne przedstawienie absurdów komunistycznego świata i delikatna kąśliwość. Jedyne czego mi zabrakło to humoru, który już miałam okazję poznać w dziełach autora. Tutaj go nie odczułam zupełnie, a fabuła wydawała mi się odrobinę nużąca. Niemniej jednak bardzo cenię tę pozycję i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Na uwagę zasługuje również cudowna okładka, obok której nie można przejść obojętnie.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

Moja ocena:
8/10



Błysk

Tytuł: Błysk
Autor: Maja Nowak
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Butterfly



"Pierwszy lot samolotem, pierwszy tak długi pobyt z dala od mojej rodziny i życie na własny rachunek - oto co na mnie czekało. Na rozmyślanie o miłości i tęsknotę przyjdzie jeszcze czas."


Adam wyjeżdża do Irlandii w poszukiwaniu lepszego życia. W Polsce zostawia Olę, dziewczynę, która bardzo źle znosi ich rozłąkę. Dziewczyna ma jednak dołączyć do niego niebawem w Irlandii. Adam szybko zadomawia się w nowym miejscu, znajduje pracę i poznaje Nelę, przy której jego serce zaczyna szybciej bić, a jego myśli przestaje już zajmować Ola...


"Może właśnie o to chodzi w rodzinie - żeby dawać sobie trochę dobra, nawet jeśli wcześniej nic nas nie łączyło."

Nela od dziecka mieszka w Irlandii. Jej mama wyszła za irlandzkiego bogacza i wraz z córką dołączyła do jego rodziny. Mogłoby się wydawać, że dziewczyna ma wszystko o czym tylko może marzyć - pieniądze, opiekę rodziny, piękny wygląd, nienaganny akcent i szerokie perspektywy. Okazuje się jednak, że to nie wszystko. Nela w głębi serca jest Polką, podziwia Polaków, którzy przybyli do Irlandii w poszukiwaniu lepszego życia, na które ciężko pracują i szuka miłości, której jej bardzo brakuje. Gdy poznaje Adama, wydaje jej się, że odnajduje w nim wszystko, o czym przez lata marzyła, ale szybko okazuje się, że chłopak nie jest z nią do końca szczery, a i ona nosi w sobie tajemnice, które mogą zniszczyć wszystko...


"Czy jeśli zmienimy się na lepsze, zapomnimy o tym, do czego jesteśmy zdolni?"

Jak już dobrze wiecie, jestem straszną sroką okładkową, a ta okładka wygląda niczym pocztówka z wakacji. Opis był równie zachęcający. Nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. Miałam duże oczekiwania i na początku trochę się rozczarowałam. Niezbyt polubiłam Adama. Wydawał mi się jakoś nienaturalnie zdystansowany. Od początku miałam wrażenie, że nie wystarczająco zależy mu na Oli, nie podobał mi się brak zaangażowania wobec niej, potem do tego to zaangażowanie w relację z Nelą też nie przypadło mi do gustu. Przez to wszystko za samą Nelą też nie przepadałam. Byłam pewna, że już do końca książki będę się męczyć. Szybko jednak wszystko się zmieniło. Ola okazała się, przynajmniej dla mnie, nie warta uczuć w niej pokładanych, zbyt niestała w swoich uczuciach. Przez to odpuściłam Adamowi i Neli i szybko przekonałam się, że całkiem fajni z nich ludzie. Polubiłam ich oboje, bardzo mocno im kibicowałam i z przyjemnością śledziłam ich losy. W przeciwieństwie do tego co zobaczyłam na okładce, ta książka to nie jest lekki wakacyjny romans. Są tu pokazane trudy życia Polaków, który wyjechali ze swojego kraju w poszukiwaniu lepszego życia, są problemy z adaptacją w nowym środowisku, prześladowania i dręczenie, a nawet problemy z narkotykami. Momentami miałam wrażenie, że watek romantyczny istniał tylko po to, by rozwijać te problemy i nadawać im jeszcze mocniejszy wydźwięk. Przez to klimat w tej książce był taki twardy i surowy. Niemniej jednak nie uważam tego za mankament, po prostu taki był i chociaż ja wolę lekkie, przyjemne romanse, to cieszę się, że miałam okazję przeczytać coś innego.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Ibis.

Moja ocena:
7/10