niedziela, 10 lipca 2022

Płoń dla mnie

Tytuł: Płoń dla mnie
Tytuł oryginału: Burn for me
Autor: Ilona Andrews
Cykl: Ukryte dziedzictwo (1)
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Fabryka Słów


"
- Jedna z teorii mówi, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z
takimi problemami jest terapia kontaktowa. – Powiedział Szalony Rogan. – Na przykład jeżeli boisz się węży, powtarzające się trzymanie ich wyleczy cię.
Aha. – Nie zamierzam dotykać twojego węża."

Nevada Baylor żyje w świecie, w którym magia i genetyka stanowią fundament dynastii. Obdarzeni niezwykłymi mocami łączą się w pary, by ich potomstwo było jeszcze bardziej niezwykłe. Posiadacze takich talentów mogą być niebezpieczni i chociaż muszą przestrzegać ustanowionego prawa, to czasami wydaje się im, że mogą być ponad to. Ostnio dwóch nastolatków podpaliło bank, gdzie zginął policjant. Właśnie jednego z nich ma wytropić Nevada, która jest młodą detektyw próbującą utrzymać rodzinną firmę na powierzchni.


 "- Och, jaki słodziak! - zachwyciła się babcia, wchodząc do pokoju.
- Mamo! - zganiła ją mama.
- No co? To przez kurwiki w tych diabelskich oczach. Nic nie poradzę." 

Do Nevady dołącza Szalony Rogan, potężny mag dysponujący fenomenalną mocą, który uważa porwanie i przykucie do podłogi w piwnicy za dopuszczalne środki komunikacji. Poszukuje on swego krewnego zamieszanego w podpalenie banku. Postanawia więc połączyć siły z Nevadą, która wydaje się być na ich tropie. Dziewczyna nie jest zadowolona z tego pomysłu, bo stara się ukrywać swoje talenty, a także żyć z konsekwencjami tej decyzji. Nie jest jednak sama. Ma przy sobie wspaniałą rodzinę - matkę, emerytowaną snajperkę, babcię, ekscentryczną konstruktorkę czołgów i nie mniej szalone rodzeństwo. Taka rodzina to skarb, a z nią i dla niej może wszystko. Nawet sprzymierzyć się z niebezpiecznym Szalonym Roganem, który wkrótce zacznie oczekiwać od niej znacznie więcej niż tylko pomocy w odnalezieniu młodych podpalaczy.


"A więc smok jednak miał w sobie jakiś ludzki pierwiastek."

Ilona Andrews to jedni z moich ulubionych autorów. Niedawno pożegnałam się z serią Kate Daniels, a już miałam okazję zapoznac się z kolejną. Kata i Currana pokochałam od pierwszego tomu. Było to jak miłość od pierwszego wejrzenia. Tutaj początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do Nevady, ale teraz wydaje mi się, że lubię ją tak samo jak Kate, za to Szalony Rogan... Ach, co to za facet. Dla mnie - ideał. Niby porywczy, okrutny, potężny mag, do tego smok, który na pozór za nic ma zwykłych ludzi, ale z czasem łuska po łusce zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz. Okazał się czuły na krzywdę innych, na niesprawiedliwość, troszczył się o innych, pozwalając im zachować godność, bywał bezlitosny dla wrogów, chronił słabszych, a przede wszystkim był równym partnerem, co ja cenię chyba ponad wszystko. A do tego był męski i skesowny. Jak dla mnnie, pobił Currana na głowę. I chociaż minęło sporo czasu, od kiedy przeczytałam tą książkę, to ciągle tęsknie na nią spoglądam i wyczekuję kolejnych tomów, by móc lepiej go poznać. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów.

Moja ocena:
10/10
 

sobota, 9 lipca 2022

Chorwacja

Tytuł: Chorwacja. Wybrzeże Adriatyku
Autor: Sławomir Adamczak & Karolina Brusić & Zuzanna Brusić & Michał Jurecki & Zbigniew Klimczak
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Bezdroża

"Trogir jest jednym z najpiękniejszych miast Chorwacji. Jego centrum znajduje się na wyspie, którą mosty łączą z jednej strony z lądem, a z drugiej z wyspą Ciovo. W południowo- zachodniej części starego miasta na końcu promenady, wznosi się bardzo charakterystyczna masywna XV-wieczna twierdza Kamerlengo."

Zostańmy jeszcze chwilę w klimacie wakacji. Jak już dobrze wiecie - uwielbiam podróże. W tym roku od dłuższego czasu udało mi się wyjechać kilka dni za granicę, ale na tym nie poprzestaję. Kolejnym celem najprawdopodobniej będzie Chorwacja.Niestety w tym roku już nie mogę pozwolić sobie na kolejną kosztowną podróż, ale pewnie za rok się tam wybiorę. W związku z tym nie mogłam się nie skusić na ten przewodnik.


 
"I niech się schowają wszystkie inne atrakcje świata, gdy można w upalny dzień po prostu pójść nad brzeg morza i powoli zanurzyć się w czyściutkiej, błękitnej wodzie, która przyjemnie schłodzi ciało i pozwoli odpocząć zmysłom..."

Jeśli czytaliście mój poprzedni post, to wiecie, że jeśli wybieram się w jakieś szczególne miejsce, to muszę wcześniej wszystko sprawdzić i zaplanować. Tak zrobiłam przed wyjazdem do Włoch - dużo czytałam, dowiadywałam się, żeby później nie było niespodzianek, albo żeby coś mnie nie ominęło. Nie korzystałam co prawda z żadnego przewodnika wcześniej, ale znalazłam przewodnik w pokoju, który wynajmowałam. Okazał się on bardzo przydatny, bo chociaż niby wcześniej miałam coś rozplanowane, to dzięki niemu trochę pozmieniałam i lepiej ułożyłam plan wycieczki. A co mamy w tym przewodniku?


 "Najlepiej wstać o świcie, kiedy rybacy wracają z połowów, by kupić świeże morskie przysmaki."

Jest tu dużo przydatnych informacji - wskazówki co do wyboru czasu podróży i środków transportu, opisy ciekawych miejsc, które warto zwiedzić, polecenia noclegów czy lokali gastronomicznych, adresy oraz linki do informacji turystycznych, a także mnóstwo ciekawostek o mniejszościach etnicznych, religiach, wierzętach czy lokalnych potrawach oraz trunkach występujących w poszczególnych regionach. Nie jest to pierwszy przewodnik jaki trafił w moje ręce, ale uważam, że został on najlepiej opracowany. Jest tu mnóstwo informacji, dużo ciekawostek i porad, takich od serca. Wszystko zostało bardzo konkretnie opisane bez zbędnych szczegółów, ale czyta się to z zainteresowaniem, szczególnie ciekawostki. Czy wiedzieliście, że Chorwaci to kawosze? Ja do tej pory nie. Dużym atutem przewodnika jest ogromna ilość zdjęć, która zachęca nie tylko do sięgnięcia po niego, ale i do poznania tych niezwykłych miejsc.

Za przewodnik serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bezdroża.

Moja ocena:
9/10
 

niedziela, 3 lipca 2022

Dlaczego tak długo mnie nie było? Podróż do Włoch

 Hej!

Już od jakiegoś czasu jest tutaj cisza i bardzo mi z tym źle. Wszystko spowodowane było moim, co prawda, krótkim wyjazdem do Włoch i odbywającą się do teraz sesją. Miałam na głowie mnóstwo zaliczeń i kilka egzaminów, któe w zupełności pochłonęły mój czas. Ale teraz mam już wakacje i dużo czasu na czytanie książek!

Zanim jednak się za to zabiorę. Chciałabym Wam co nieco opowiedzieć o mojej podróży.


Moja miłość do Włoch trwa już kilka ładnych lat. Włoskiego nauczyłam się sama do matury, jednak przez cały czas studiów nie miałam okazji używać tego języka i w dużej mierze go zapomniałam. Moja miłość jednak nie przeminęła. Tak samo jak marzenia. Chciałabym przemierzyć w zdłuż i w szerz całe Włochy. Zaczęłam jednak od jeziora Como i poznania kilku uroczych miasteczek położonych na jego wybrzeżu.



 Przed wyjazdem dużo czytałam, żeby wiedzieć gdzie, co i jak, żeby wszystko było idealnie. Postanowiłam zatrzymać się w urokliwej Varennie, która kiedyś była małym portem rybackim. Dosłownie się w niej zakochałam. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tam było tak przytulnie, swojsko. Wąskie, kamienne uliczki, a do tego trafiliśmy na świetną restaurację, gdzie jedzenie było tak przepyszne, że po pierwszym kęsie zaniemówiłam, a do tego przemiła obsługa. Akurat tak mi się udało, że obsługiwał mnie syn Polaka i Włoszki, który potrafił powiedzieć "dziękuję" po polsku. Niby nic takiego, ale było to duże zaskoczenie.
 
 

Ale Varenna to nie tylko wąskie uliczki i dobre jedzenie, bo tego nie zabrakło mi też w innych miasteczkach. Tutaj nad miasteczkiem górują ruiny zamku Vezio. Same ruiny nie zrobiły na mnie większego wrażenia, bo dla mnie ruiny to ruiny jak każde jedne, a w Polsce też sporo ich zwiedziłam. Za to widok z góry był niesamowity. Wspinając się, co chwilę zatrzymywałam się, żeby zrobić zdjęcie. Niestety pogoda niespecjalnie dopisała i wychodziły one trochę szaro nie oddając piękna, które podziwiałam.


W Varennie można zwiedzić także dwie ville i przylegające do nich ogrody. Niestety ja nie do końca ogarnęłam gdzie jestem i zamiast pójść do villi Monastero, która ma przepiękne ogrody pełne fontann i innych przeróżności, trafiłam do villi Cipressi, której ogrody okazały się najpiękniejsze ze wszystkich, które tego dnia odwiedziłam.

 

Nie miałam ochoty na zwiedzanie villi, bo uważam, że większość wnętrz jest taka sama, a chciałam zobaczyć coś, co jest niepowtarzalne, a takie właśnie są te ogrody. Bo nie oszukujmy się, w Polsce nie znajdziemy w ogrodach przy pałacach czy dworkach palm, kaktusów, cyprysów czy takiego wielkiego jeziora i majaczących w oddali gór.
 


Jak sama nazwa wskazuje (Villa Cipressi), w ogrodach było dużo cyprysów. Ale nie to zrobiło na mnie wrażenie. Wybrałam się tu z samego rana. Nie było jeszcze tak upalnie, drzewa tworzyły cień, było rzeźko od wody, a z głośników rozbrzmiewała cicha relaksacyjna muzyka, która uzupełniała się z szumem fal. Było tam tak pieknie i magicznie, że nie miałam ochoty wychodzić. Myślę, że więcej niż ja, powiedzą Wam zrobione tam zdjęcia.




 

Kolejnym odwiedzonym przeze mnie miastem było Bellagio - miasto nastawione na turystykę. Czułam się tam jak na Kupówkach albo Krakowskim Rynku i byłam tam zaledwie chwilę. Zjadłam tam śniadanie i wróciłam do Varenny. 


 

Z kolei inne miasto, również nastawione na turystów, Lenno, spodobało mi się równie bardzo co Varenna, chociaż było jej przeciwieństwem. Było duże, ruchliwe, ale miało w sobie klimat dużego, luksusowego kurortu. Przy brzegu stało dużo łódek, wokół widać było ładne kamienice i restauracje.

 


Ja jednak wybrałam się tam, by zwiedzić Villę del Babianello, w kórej nagrywane były między innymi Gwiezdne Wojny. Byłam przekonana, że to będzie najpiękniejszy ogród i faktycznie był on piękny, ale nie mógł równać się z Villą Cipressi. Dużym minusem był wiatr, który wiał tak mocno, że ciagle zwiewał mi kapelusz i plątał włosy, a do tego męczyli mnie turyści, któych było dużo i ciągle wchodzili w kadr, kiedy chciałam zrobić zdjęcie.


 




Ostatnią willę jaką zwiedziłam była Villa Carlotta. Nie mogłam się tam napatrzeć na palmy, chociaż nie zabrakło tam i... brzóz. Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak rosnące cytryny i pomrańcze. Te ogrody zwiedzałam dosyć pośpiesznie, bo byłam już bardzo zmęczona i marzyłam, żeby zdąrzyć jeszcze pokąpać się trochę w jeziorze po upalnym dniu.




 

A wracając do tej kąpieli w jeziorze to... Jeśli tam będziecie to polecam zabrać buty do pływania, bo nie ma tu takich piaszczystych plaż jak u nas, a są kamienie. Tak samo dno jest kamieniste i bardzo boleśnie odczuły to moje stopy. Niestety nad brzegiem w Lecco, gdzie byłam ostatniego dnia podróży było mnóstwo szkła. Na szczęście nie było ono ostre i nic sobie nie zrobiłam, ale takie buty do pływania byłyby świetnym rozwiązaniem.

 

Podczas wyjazdu z Como towarzyszył mi ogromny smutek, ale i nowe plany. Na pewno jeszcze tu wrócę i to nie raz. Najchętniej zamieszkałabym we Włoszech i w związku z tym zapisałam się na kolejne studia. Chcę studiować Italianistykę. Niedługo pojawią się wyniki rekrutacji, więc trzymajcie za mnie mocno kciuki!