Autor: Leopold Tyrmand
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: MG
"- Słabo pan zna kobiety, mój przyjacielu. Na dnie najczystszej przyjaźni migoce iskierka kokieterii.
– Słabo zna pani mężczyzn, młoda damo. Na dnie najczystszej choćby przyjaźni tli się płomyczek pożądania. Bez tych płomyczków i iskierek przyjaźń byłaby tylko znajomością."
Ewa, historyk sztuki z Warszawy, przyjeżdża do Darłowa, malowniczego portowego miasteczka. Od razu nawiązuje znajomość z Nowakiem, dziennikarzem, mężczyzną bez imienia, z tajemniczą przeszłością. Od tego pierwszego spotkania rodzi się miedzy nimi fascynacja, namiętność, ciekawość, ale tez i swego rodzaju zaciekła rywalizacja, która burzy rodzące się uczucia.
"Wraca się jedynie do tych, których się kocha. Nie wraca się tam, gdzie jest się tylko kochanym. Wraca się wyłącznie do tych, których się kocha. Albo nie wraca się nigdzie i do nikogo. Po prostu jedzie się dalej."
Oboje interesuje to samo - zaginiony w czasie wojny tryptyk Eryka Pomorskiego z pobliskiego kościoła warty krocie. Ewa zdaje się nim interesować zawodowo. Nowak natomiast pragnie go odnaleźć i wywieźć za granicę i uciec z kraju. Rodząca się między nimi miłość może wszystko zniweczyć.
Jeśli znacie twórczość Leopolda Tyrmanda to, wiecie, że wbrew opisowi, nie jest to romans. Twórczość autora skupia się na realiach powojennej Polski, gdzie ludzi trawi niepokój w obliczu nieuchronnych zmian. Tutaj jest to nad wyraz widoczne, chociaż skryte za, z pozoru, bezsensownymi rozmowami przy kieliszku. Do tego świetne przedstawienie absurdów komunistycznego świata i delikatna kąśliwość. Jedyne czego mi zabrakło to humoru, który już miałam okazję poznać w dziełach autora. Tutaj go nie odczułam zupełnie, a fabuła wydawała mi się odrobinę nużąca. Niemniej jednak bardzo cenię tę pozycję i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Na uwagę zasługuje również cudowna okładka, obok której nie można przejść obojętnie.
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.
Moja ocena:
8/10
Moja ocena:
8/10



Fakt, okładka przykuwa wzrok. Bardzo ładnie zaprojektowana książka. Nie jestem tylko do końca przekonana, czy to historia dla mnie. Gdybym miała okazję pewnie poznałabym ją bliżej ale tak wolę nadrobić zaległości których mam bardzo bardzo dużo 😁
OdpowiedzUsuńWysoka ocena. Muszę się przyjrzeć tej ksiażce
OdpowiedzUsuńCoś dla mnie, lubię Tyrmanda 🙂
OdpowiedzUsuńTę książkę Tyrmanda mam dopiero w planach. Czeka już na mojej półce.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa Twoich wrażeń.
UsuńŚwietna, niezwykle trafna recenzja, która idealnie oddaje to, co w twórczości Tyrmanda najciekawsze – to drugie, głębsze dno ukryte pod warstwą obyczajową. Bardzo podoba mi się Twoje zwrócenie uwagi na fakt, że to nie jest zwykły romans, ale portret powojennego niepokoju i komunistycznych absurdów, często maskowanych pozornie błahymi rozmowami. Wybrane przez Ciebie cytaty są po prostu magnetyczne i doskonale budują klimat tego wpisu. Choć Tyrmand potrafi czasem nużyć brakiem dynamiki, to dla takich refleksji o ludzkiej naturze i tamtych realiach zdecydowanie warto po tę książkę sięgnąć. Wizualnie post, dzięki cudownej okładce, też robi ogromne wrażenie.
OdpowiedzUsuńHmm.. brzmi intrygująco i może się całkiem dobrze czytać :) Jak tylko nadarzy mi się sposobność, to chętnie przeczytam tą książkę ;)
OdpowiedzUsuńCzytałam tę książkę. Bardzo mi się podobała. :)
OdpowiedzUsuńBardzo mnie zainteresowałaś!
OdpowiedzUsuńWitaj
OdpowiedzUsuńAutor znany, ale nie czytany. Pora to zmienić.
Pozdrawiam upalnym początkiem lata